Dying Light zostanie wydany na Linuksa

Dying Light zostanie wydany na Linuksa

przez -
27 686
Dying Light
Społeczność graczy Linuksowych przeżywa kolejną wrzawę. “Winowajcą” poruszenia jest tym razem survival Dying Light, tworzony przez polskie studio Techland. Twórcy postanowili zaledwie kilka dni temu zrobić fanom niespodziankę w postaci wypuszczenia tytułu zarówno na systemy Windows, jak i Linux. Obie wersje gry wyjdą w tym samym czasie, czyli 27 stycznia podczas oficjalnej premiery na platformie SteamDying Light jest postapokaliptycznym survivalem, w którym w celu przetrwania przyjdzie nam się zmierzyć z hordami zombie.

Przygotowano również specjalną edycję kolekcjonerską:
Dying Light - edycja kolekcjonerska

  • Krystian Juskowiak

    Eeee… wow! :-)

  • Jakub Konieczny

    Cena zaporowa, ale gierka świetna się zapowiada. Mirror’s Edge + Dead Island

    • gracz

      Żadna zaporowe, po tyle chodzą nowe gry.

    • Jakub Konieczny

      Dla mnie zaporowe, jak kupuję głównie indyki po 1€ i w promocji po góra 10€.

    • Krystian Juskowiak

      No niestety – żyjemy w czasach, kiedy AAA na PC są w okolicy 120-150zł, a wersje na konsole po 200-260zł :-)

      Można się śmiać lub płakać, lecz granie nieco ssie po kieszeni :-)

    • pijaczek

      Nie do końca wiem o jakie czasy Ci chodzi. Jak za premierowe gry to wcale tak drogo nie jest – ja pamiętam czasy jeszcze z przełomu wieku i gry na PC kosztowały 200-250zł (i utrzymywały cenę nawet ponad rok) – wliczając to jak waluta od tametego czasu straciła na wartości to gry powinny po 500zł chodzić aby można było porównać do dawnych czasów ;p. Dziś już w czasie premiery gry są tanie, a szybko jeszcze traca na wartości i niedługo po premierze już są mocne przeceny.

    • Krystian Juskowiak

      Jasne, że jeszcze 15 lat temu, to gry były znacznie droższe. Praktycznie każda gra stała za 100zł+, a poniżej to tylko totalne crapy chyba ;-) Jeszcze wcześniej, to nie w kaszę dmuchał – PSX na premierze to była chyba równowartość 2 pensji :-)

      Wypowiedziałem się w skrócie myślowym – ceny gier mogą wydawać się troszkę wysokie w porównaniu do *domyślnych* pensji w naszym kraju. Nie oszukując rzeczywistości – nie każdy widzi choćby okolice 2000zł netto na koncie, gdyż pracują w okolicach minimum krajowego, bądź kosmetycznie lepiej. Zatem przyjmując aktualne czasy – gry nie są najtańszą rozrywką, biorąc pod uwagę minimalną pensję krajową. Tacy ludzie odczują zakup każdego, pojedynczego oryginału (jeśli naprawdę nie potrafią odpuścić zakupu).

      Co do cen gier, zależy też na czym się gra. Grając na PC – ceny szybko spadają, nawet na premierę cena jak za standardową grę dawniej. Inaczej sprawa wygląda, jeśli gra się na konsolach – bo tu rozgrywka jest droższa (cena za grę potrafi przebić nawet o ponad 100zł cenę premierową wersji PC, a promocje to często tylko kosmetyka).

    • “gry na PC kosztowały 200-250zł”
      To były bardzo rzadkie przypadki. Q3A kosztował chyba 180 zł i to była jedna z najdroższych gier wtedy (konkurencyjny UT99 stał chyba po… 99zł). Za to seria Earth była wydawana w kilku wersjach, zaczynając od 20 zł (bez ładnego pudełka i instrukcji). Monolith też sprzedawał zaskakująco solidne Shogo za psie pieniądze (gry-online podpowida “Cena gry w dniu premiery: 36 PLN”).

    • pijaczek

      Q3A wcale nie był w czołówce cen nawet. Ofc cenowo konkurowała z Diablo 2 czy Baldurs Gate 2, ale wcale nie była wśród najdroższych jak Soldier of Fortune, Age of Empire 2 (znacznie ponad 200zł) czy gry z serii Star Wars Episode I (Racer czy
      The Phantom Menace) po ponad roku dalej nie schodziły z ceny poniżej 200zł. Co do gier online to chciałem Ci przypomnieć, że nie mają zbyt dobrej bazy cen z tamtych czasów… przykładowo The Phantom Menace według nich w dniu premiery kosztowało 21.90 zł
      Q3 to był przykład dolnej półki cenowej gier AAA z tamtego okresu (cena pod 200 to była norma, ale i 300zł za grę nie szokowało).

      Co do Shogo to była to akurat bardzo tania gra… jednak Gry-online przekłamują, bo pamiętam, że kosztowała 99zł, ale tak to była zaskakująco tania gra wtedy.

    • Jakub Konieczny

      Teoretycznie to nie jest aż tak dużo, ale problem jest taki że kupuję grę za 1€ albo ściągam za free i gram 100 godzin, kupuję za 10€ i przegram 10 godzin.

    • Krystian Juskowiak

      Taki urok – stworzenie AAA wymaga sztabu ludzi i mocnego budżetu. Rynek się zmienił i dziś nie można tworzyć już gier tak długo, jak choćby Unreal z 1998 roku, tworzony przez 4 lata. Rynek AAA to jednak nie tylko Call of Duty, a niektóre gry 3xA są jakością takie, jakich twórcy Indie nie dadzą mi nigdy.

      Z drugiej strony – Indie też takie cudowne nie jest. Powiedziałbym, że trzeba łowić perełki ponieważ sporo gier indie to crapy, które są tworzone specjalnie w pikselach bo szybciej i prościej, a mechanika byłaby fajna… jakieś 20 lat temu ;-)

      Co do długości rozgrywki – akurat czasu nie mam zbyt wiele, stąd dla mnie czas 10H jest już akceptowalny (poniżej już czuję się oszukany). Niestety przez deficyt czasowy nie siadam już do gier RPG czy RTS, bo chyba przechodziłbym takie gry w ratach na lata :-)

    • Jakub Konieczny

      RPG w większości są sztucznie przeciągane przez godziny łażenia i setki questów pobocznych które są po prostu nudne. A 10h za 50€? Nie.

    • Hussar

      Ale dla mnie to były wydatki na lata. Z gier powyżej 200zł to chyba był Starcraft, chociaż już nie jestem pewien, czy faktycznie tyle kosztował. Baldur`s Gate kosztował z tego co pamiętam 159zł, a w komplecie była jeszcze książka, która sama w sobie na półce stała za jakieś 30zł. Wtedy wartość złotówki była rzeczywiście duuużo większa niż dzisiaj, ale w Baldura gram do dziś. Ile to już lat? 17? Warto było! I będę go odpalał jeszcze wiele razy! Do dziś też gram w Diablo, Starcrafta, czy Planescape. Z tańszych mam też Knights & Merchants, Jack Orlando czy Earth 2140 – w dniu premiery stały po 39-49zł. Przy nich również wiele godzin spędziłem. Choć dzisiaj, gdy już nie wyciagam kasy od rodziców, tylko sam pracuję… No cóż, wolę wydać kasę na ciuchy bądź wypad ze znajomymi. Zdarzają się wyjątki, ale odpuściłem już sobie nawet Humble Indie Bundle. Kupiłem te zestawy 2 razy, odpaliłem z nich w sumie 2 gierki, pograłem w nie kilkanaście minut i odpuściłem. Poza World of Goo żadna nowość mnie nie wciągnęła. Ostatnią nowością, która mnie ruszyła było Neverwinter Nights (dla mnie dość nowe, bo kupiłem jakieś 7 lat temu). Nie żebym marudził, iż nowe gierki nie mają tego czegoś – po prostu mi się nie chce. Wolę pobiegać, iść na jogę, albo potulić się do koleżanek. Chociaż cholerny facebook zżera sporo czasu. Eh. ;-(

    • Krystian Juskowiak

      To prawda – wiele gier starszej daty, nadaje się do ogrywania latami.

      Do dziś posiadam i gram w Unreal, Half-Life, Fallout 1/2, Deus Ex, Atlantis: The Lost Tales, Książę i Tchórz, Reflux, Rally Championship, Planescape, Knights & Merchants, GTA 1/2 itd – tę listę mógłbym kontynuować jeszcze długo :-)

      Kiedyś te gry nieco mnie kosztowały, lecz gram w nie nadal – co do nowszych produkcji, tego powiedzieć już nie mogę raczej. Generalnie miałem nieco ponad rok temu konsolę PS3 – sprzedałem dość szybko, bo sprzęt łapał kurz, a ja kompletnie nie mogłem znaleźć mocnych i z przytupem gier dla siebie, jak choćby te powyżej.

    • Roman

      Starość nie radość.
      Kiedyś dziadkowie gadali, że ta muzyka to szarpidruty. Ale oni mieli po 60 lat. Dziś ludzie po 30-tce gadają, że gry to już nie to samo.
      Z drugiej strony młode pokolenie w wieku dorastania jak widzi jedną z tych waszych kultowych gier to pęka ze śmiechu.
      To, że nie masz czasu zapoznać się z grą – bo masz życie – jakkolwiek je sobie spieprzyłeś, nie znaczy, że gry już są głupie.
      Wszystko dlatego, że sobie racjonalizujesz. Twierdzisz, że nie grasz bo gry są głupie, a w rzeczywistości nie masz czasu i boisz się do tego przyznać.

    • Krystian Juskowiak

      Nie do końca jest tak, jak mówisz.

      Grać lubię, jednak nie siadam już raczej do RPG czy RTS, bo trwają dłużej, niż mogę przeznaczyć na nie czasu. Po prostu nie lubię, ani nie chcę spędzać przy komputerze tyle czasu, co dawniej, lata wstecz.

      Niemniej kto pamięta jeszcze dobrze czasy konsolek Atari, Famicona, Commodore, Amigi, wczesnych PC i gra do dziś, widzi też, że gry są dziś niesamowicie odtwórcze – mają stopę porównawczą do takiej oceny. Powiedzmy sobie wprost, że koła na nowo nie da się wymyślić.

      Kiedyś pewne ficzery w grach pojawiały się po raz pierwszy, więc było co wymyślać, gry miały też normalny tryb single-player. Co ma być dziś jednak takie rajcujące – że w nowym Need for Speed będę musiał płacić za benzynę realnymi pieniędzmi? Niektóre gry AAA są nadal fajne, jednak większość to kompletne flaki z olejem.

    • Roman

      Pograj sobie w kilka gier z Archive.org. Ja próbowałem. Większość z nich, nawet tych znanych to niesamowite drewno. A wczesne strategie są nie do ogarnięcia dla współczesnego gracza. Z kolegą próbowaliśmy jedną rozpykać to nie umieliśmy nawet przesunąć jednostek.

      Kiedyś ludzie wytrzymywali przy tych grach marnej jakości bo to były jedyne gry. Ich wartość była nieporównywalnie większa. Na tyle duża, że ludzie godzili się na marnowanie czasu, żeby zrozumieć ich głupią mechanikę.

      Dziś gier jest od groma. Masz wybór. Wartość gry staje się niska bo to powszechny produkt. Zatem twórcy starają się ułatwić rozgrywkę i stworzyć ja maksymalnie dostępną. Fani gier zawsze będą podekscytowani. Przeciętny człowiek podejdzie do tego jak do kolejnego produktu w sklepie z nutką powątpiewania o jakość. Ci którzy nie mogą grać z jakiegoś powodu zawsze będą psioczyć.

      Jeśli szukasz gier, które są wyzwaniem, to popatrz na te mniej znane. Wymagających wyścigów z bajeczną grafiką jest sporo. Gry AAA też mogą być wyzwaniem. Jeśli tylko zamiast oglądać filmiki na Youtubie, włączysz sobie taką z najwyższym poziomem trudności.
      Nie trzeba od razu lubić wszystkich rodzajów gier. Mimo, że propaganda mówi inaczej.

    • Krystian Juskowiak

      Osobiście nie lubię cofać się przy grach dalej, niż do 1996 roku. Jeśli już, to cofam się do 1998 zazwyczaj. Wcześniej jest jak mówisz – gry na dzisiejsze standardy są strasznie drewniane. Zazwyczaj to korytarze celowo zakręcone w labirynt, gdzie zdobywa się klucze (w przypadku FPS) :-)

      Podobnie w przyszłości będzie mówić się o dzisiejszych standardach gier, że drewniane :-) Tak jest ze wszystkim.

      Chyba właśnie lata grania sprawiły, że jestem już tym normalnym człowiekiem, bo faktycznie podchodzę do gier raczej bez większych emocji, z nutką powątpiewania o jakość :-)

      Osobiście lubię najbardziej AAA – brakuje mi w nich po prostu konkretnego trybu single-player, z dobrą fabułą. Od dobrych paru lat to raczej tryb na odczepnego jak już. Zdarzają się fajne AAA, czasem nie trzeba w nich dobrej fabuły (np. Dying Light właśnie), ale zabugowane produkcje (vide AC: Unity) lub jeszcze z mikropłatnościami? Kurczę, dokąd to zmierza? Nawet konsole przestały iść już swoimi śladami, tylko poszły w ślady pierwszego XBOX, czyli skonsolowienia nieco PC-ta.

      Wiesz – średnio też można się jarać kolejnymi tabletami czy smartfonami. No bo czym się jarać, że dołożą kolejny rdzeń, albo jeszcze bardziej zagęszczą PPI? Nową baterię jakby wsadzili, to już by była większa rewolucja :-) Rozumiesz – po prostu wałkowanie tego, co już było. Szał technologiczny zatrzymał się gdzieś między 2007-2010, teraz szlify.

      Oczywiście nie mówię, że to źle, jednak realia nieco się zmieniły – niekoniecznie na plus (ale też niekoniecznie na minus).

    • Hussar

      @Roman ja na starcie napisałem, że mi się po prostu nie chce. Tak jak i Krystian – nie chcę siedzieć zbyt długo przy kompie – bo przy nich spędzam 8h w pracy. Na co mi tłuczenie kolejnych godzin na grach?

      Również podchodzę z przymrużeniem oka do nowych wersji softu, czy nowych sprzętów. Elektronika się wali, soft jest zabugowany (czy to closed, czy open source)… Eee tam. Jedyną rzeczą, która mnie zachwyciła ostatnio są dyski SSD. Tutaj widać przeskok prędkości. Ale nowe wersje softu pewnie i to zarżną. Moje Ubuntu 12.04 śmigało ekspresowo. Po zamianie na 14.04 mam ochotę pomachać biała flagą… Wróciłbym do 12.04, ale moje głośniki USB miały tam jakieś kłopoty. W robocie Windowsy – również lipa. Telefony kwiczą – czy za 400zł, czy za 3 tyś. Najpewniej czuję się na mojej Nokii 5310 XpressMusic, ale i ona potrafi się zresetować, gdy włączę Operę (na szczęście tylko czasami). Jej, jak ja marudze, naprawdę się starzeję… ;d

      Za to odkrywam zupełnie nowe rzeczy! Bieganie, joga, siatkówka, zdrowsze odżywianie – i to sprawia mi frajdę!

  • tehmal

    bez OGL4.x ani rusz :D

    • Jakub Konieczny

      Mamy rok 2015, OGL4 ujrzał światło dzienne prawie 5 lat temu. Postęp :)

    • Roman

      Nie w Mesie ;_)

  • Roman

    Wonziu grał i mi się raczej nie podobało. Kolejna gra typu fedex.

  • Roman

    Niech ktoś napisze o wymaganiach tej gry na Linuksie bo to zabawne ;-)

    • Nojon

      A co w tym takiego zabawnego?

    • Roman

      To, że mnie to śmieszy.

  • Pingback: Dying Light doczekał się łatki 1.5()