Fedora to dystrybucja znana każdemu użytkownikowi systemu Linux. Jest on porównywana do Mercedesa wśród samochodów – solidna i elegancka. Duża społeczność i renoma firmy Red Hat pozwoliły jej wejść przebojem na pulpity i częściowo na serwery. Ostatnio można jednak odnieść wrażenie, że zaczynają się drobne problemy, i jeśli wyjdzie z nich cało, to raczej utraci wiele ze swojego fenomenu.

Fedora to nazwa znana każdemu użytkownikowi systemu Linux. Marka znana wśród dystrybucji, jak Mercedes wśród samochodów – solidny i elegancki. O jej pozycji świadczy ilość użytkowników, pozycja w serwisie Distrowatch, czy choćby słowa samego Linusa Torvaldsa, który niegdyś w wywiadzie stwierdził, że używa tego właśnie systemu. Duża społeczność i renoma firmy Red Hat, która od lat dystrybucję wspiera, nadały Fedorze solidny pęd, który pozwolił jej wejść przebojem na pulpity niejednego użytkownika i na serwery w niejednej instytucji. Ostatnio można jednak odnieść wrażenie, że rozpędzona dystrybucja weszła w ostry zakręt. Wiele wskazuje, że może mieć problemy z jego pokonaniem, a jeśli wyjdzie z tego cało, to raczej utraci wiele ze swojej poprzedniej prędkości.

Sprzeczność założeń

Na stronie domowej projektu czytamy, że:

Fedora jest szybkim, stabilnym systemem operacyjnym o dużych możliwościach przeznaczonym do codziennego użytku budowanym przez światową społeczność.

Cykl produkcyjny Fedory zakłada, wydawanie nowej wersji systemu mniej więcej co 6 miesięcy. Wsparcie dla starej wersji trwa jeszcze kolejne pół roku, po czym mija bezpowrotnie. To nieco mało jak na system do codziennego użytku, lecz byłoby to akceptowalne, gdyby system ten był istotnie stabilny. Tymczasem ilość problemów, które pojawiają się z każdym nowym wydaniem, przeczy tej tezie. Użytkownicy oczywiście dawno dostrzegli, że tekst ze strony projektu to czysta hipokryzja i twierdzą, że “Fedora od zawsze była polem testowym Red Hata. Nic nowego. Tylko głupiec instaluje ten system do normalnej pracy“. A skoro “Fedora nastawiona jest na wdrażanie nowych technologi, to trudno oczekiwać nie wiadomo jakiej stabilności“.

Sprawa społeczności, która niby Fedorę buduje także jest wątpliwa. Ostatnio na forum dyskusyjnym dystrybucji padło stwierdzenie, że Red Hat dyryguje dystrybucją zupełnie niezależnie od społeczności, a może nawet wbrew jej zdaniu (jak choćby promowanie GNOME 3 jako pulpitu Fedory). Można by na taką krytykę opuścić zasłonę milczenia, bo wiadomo że zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony, jednak ostatnie wydarzenia nie pozwalają tak łatwo pozbyć się wątpliwości.

Jaki model?

Użytkownicy, którzy śledzą proces wydawania wersji 18-ej systemu (Fedora 18 przełożona na 2013 rok) z niepokojem obserwowali kolejne opóźnienia testowej wersji Beta. Ostatecznie ukazała się z rekordowym, prawie dwumiesięcznym poślizgiem. Opóźnienie wzięło się z faktu forsowania nowej wersji instalatora Anakonda, który jest napisany praktycznie od nowa i ma poważne problemy z tworzeniem i odczytywaniem partycji. Można by zadać pytanie, po co w ogóle ustalać termin wydania wersji skoro i tak zazwyczaj jest on przekraczany? Na liście dyskusyjnej deweloperów dystrybucji lists.fedoraproject.org pojawiły się wątki o przekształceniu Fedory w tzw. rolling release model, czyli model rozwoju, który zakłada ciągłość dystrybucji, tak że w każdej chwili może ona być doprowadzona do najnowszej wersji poprzez aktualizację pakietów, zamiast konieczności reinstalacji całego systemu. Nie wydaje się jednak, żeby pomysł chwycił, w dyskusji padły jednak pewne sformułowania, które warto przytoczyć. Otóż jeden z pracowników Red Hata (sądząc po adresie e-mail), który jest także bardzo aktywnym uczestnikiem forum, wytknął deweloperom, to o czym użytkownicy wiedzą od dawna, a czego deweloperzy nie dostrzegają (być może dlatego, że nie czytają forum – co w dyskusjach jest często podkreślane). Mianowicie, stwierdził, że Fedora jest używalna jedynie dla pewnej grupy osób i na pewno nie poleciłby jej na system dla przysłowiowego wujka Boba. Do tego aktualizacja do nowej wersji dystrybucji ma 50% szans na wylecenie w powietrze, co na pewno nie czyni jej przekonywującym systemem ogólnego zastosowania.

Problemy, problemy…

Okazuje się, że wśród osób legitymujących się adresem e-mail z domeny redhat.com, nie jest to zdanie odosobnione. Niedawno nowa dyskusja rozgorzała na liście dyskusyjnej. Stwierdzono, że rekomendowanie Fedory jako środowiska deweloperskiego wśród kilku rozmówców, spotkało się z odmową, bo wprawdzie Fedora jest fajna, ale tak naprawdę to nie działa. Dobrym przykładem może być wprowadzenie systemd, menadżera uruchamiania systemu, który zastąpił SysVinit. Byłoby to do przełknięcia, gdyby nie fakt, że ta radykalna zmiana tak zaskoczyła niektórych, że w rozpaczliwych słowach pytali jak teraz mają zdalnie pracować z systemem, którego nie rozumieją, a który nie jest kompatybilny z poprzednikiem. Padło nawet stwierdzenie, że w taki sposób Fedora i Red Hat traci klientów.

Kolejny problem dotyczy zasad zarządzania tworzeniem pakietów. Jakiś czas temu spora liczba programów została pozostawiona bez opieki. Nie budziłoby by to zaniepokojenia, gdyby problem został od razu zażegnany. Jednak gorączkowa dyskusja, w której pojawił się nawet wątek za dużo biurokracji czy za mało zainteresowania, ujawniła, że system ma wady, a reguły decydujące o zasadach opieki na pakietami, są być może zbyt skomplikowane i uniemożliwiają skuteczne rozwiązywanie takich problemów.

Autor także ma wrażenie, że system jest coraz mniej dopracowany (szczególnie inne wersje niż domyślna z pulpitem GNOME). Np. najnowsza Fedora 18 Beta z Xfce nie chce się zainstalować z pendrive`a i jak na razie (mimo że wydanie finalne za pasem nic się nie zmieniło). Do tego niektóre aplikacje źle wyglądają w Xfce, gdyż nie są w stanie dopasować się do wybranej skórki, ale to sprawa mniejszego kalibru niż wcześniej wspomniane.

Jak widać coś jest na rzeczy. Być może konieczne są zmiany w polityce zarządzania projektem. Może trzeba zwolnić tempo wprowadzania nowości a ich ilość przekształcić w jakość? Na razie mamy bowiem sytuację, w której panuje niepisana umowa, że Fedora do poważnej pracy się nie nadaje, co może negatywnie wpływać na morale zarówno użytkowników jak i deweloperów, sprawiając że z wydania na wydanie będą dokładać coraz mniej starań, bo i tak wiadomo, że nie chodzi o jakość, a o nowości.

Tymczasem czekamy na kolejne finalne wydanie, które ma ukazać się z początkiem nowego roku. Miejmy nadzieję, że Fedora z zakrętu wyjdzie cało i zdrowo, gdyż mimo swoich wszystkich wad wnosi sporo innowacji do świata wolnego oprogramowania i nie byłoby dobrze gdyby zupełnie straciła swoje znaczenie.

  • Savpether

    Pewnie, zmiany się przydadzą, droga jest dość wyboista, ale i tak lepsza w kwestii wydajności od Ubuntu, aczkolwiek i Ubuntu sobie cenie, jednak dla mnie jest nie używalne od wprowadzenia Unity, nie żebym miał coś do Unity, po prostu w kwestii wydajności tak się pogorszyło, że Gnome Shell bije Unity na głowę na moim sprzęcie, a testowałem na wielu kartach graficznych (Compiz się tnie jak cholera na Unity nawet z wyłączonym power mizer). Testowałem na:
    1. Geforce GT430.
    2. Geforce G103M.
    3. Geforce G105M.
    4. AMD Radeon HD 2600 PRO.

    Nie zależnie od sterowników, wszędzie tak samo – Compiz jak i elementy Unity przycinają i działają wolno.

  • Roomcays

    Ciekawy artykuł. Człowiek żyje sobie z tym Gentoo i zapomina, co to znaczy niestabilność systemu…
    Ale że Fedora? No no… nieciekawie…

    • Taki użytkownik Gentoo ma duuużo czasu ;-)

    • veramird

      Eudev jest jako domyślny przy instalacji czy udev/systemd?
      I jak wygląda jakaś większa zmiana w systemie?
      Bo np. w Archu co jakiś czas pojawia się info że zmieniamy podsystem i żeby udało się zaktualizować należy wykonać poniższe komendy.

    • Roomcays

      W Gentoo jest zatem tak samo. Komunikaty pojawiają się wraz z aktualizacją portage. Trzeba przeczytać, zastosować się i na tym najczęściej się kończy. W innych przypadkach pomaga wiki lub forum, ale to standard.
      Zdaje się, że Arch to takie Gentoo, tylko… "mniej serwerowe" i "bardziej binarne"? ;) Np. w Gentoo wciąż nieustabilizowali Gnome3…
      A na eudev jeszcze nie przeszedłem, więc póki co więcej nie wiem.

    • mike22

      Niech użytkownicy dystrybucji Gentoo zapomną o Fedorze i o paczkach rpm, no i jeszcze o systemd. Niech żyją sobie w tym geeentoo….

    • garrappachc

      Ja mam Gentoo, działam na systemd, wywaliłem nawet consolekit.

    • No przecież ConsoleKit jest nierozwijany to nie ma sensu go mieć ;-)

  • jusko

    Jako użytkownik Fedory od dwóch lat na co dzień, czyli od wersji 12, w tym wersji również upgradowanych za pomocą PreUpgrade powiem tak – artykuł jak z Faktu, na podstawie jednej osoby. Anaconda jest pisana pod to, aby działała bez problemu na UEFI, ale o tym nie ma słowa w artykule, pisana jest na nowo bo obecny instalator ma już parę lat i technicznie developerzy osiągnęli już limit od strony kodu, ale tego też nie ma w artytykule (i znów wracamy do UEFI które już jest, a obecny instalator nie przewidywał takich rzecz i jest zbyt sztywny już na 2013rok). Pewnie – niech wydadzą tak jak jest, niczym Ubuntu – z bugami, pierdzielić bugi, deadline jest to wydajemy, poprawimy już po wydaniu jak wszystko trafi do userów, pierdzielić to że Anaconda nowa może sformatować partycje jak chce, przecież termin wydawniczy mija… LiveUSB nie uruchamia się najczęściej na maszynach, które są na EFI/UEFI, w tym mój lapek na Phoenix EFI, podałem nawet link w poprzednim arcie o Fedorze do strony Fedora Project, gdzie developerzy o tym piszą, ale o tym też nie ma słowa w tym artykule. Jak włożycie tego pendrive do starej maszyny z BIOS to wystartuje bez problemu, ale o tym w arcie też nie ma słowa. Ubuntu również ma taki cykl wydawniczy no a podobno jest "Linux for human beings". Nikt nie każe też co 6 mcy zmieniać systemu – czy problemem jest zmienić system co rok? Poza tym – PreUpgrade też będą zmieniać na Fedup jeśli dobrze pamiętam, więc w kwestii upgrade przez sieć zastosują coś nowego, ale w arcie też nie ma o tym słowa… GNOME3 jest promowane, bo Red Hat ma duży wkład w jego rozwój, więc to logiczne, ale o tym ani słowa… Że w XFCE szczególnie z zewnętrznymi themami fanowskimi coś się może nie integrować, też słowa nie ma… W KDE to też wina KDE, że aplikacja programisty Jana Kowalskiego napisana w GTK, nie wygląda zbyt dobrze w środowisku Qt? Ech – o czymś jeszcze miałem wspomnieć, ale wyleciało mi na szybko z głowy, może i dobrze, bo przynajmniej mniej nonsensów tego artu do wymienienia. Natomiast paczkowanie – cóż, zrobić RPM to trzeba umieć, a napisanie .spec szczególnie rozbudowanego to nie jest najłatwiejsza sprawa, więc może gdzieś tu leży przyczyna, ale lepiej zostawić to na tym etapie, bo ze spec skompilować łatwo, niż jak w Ubuntu – paczkować na odpierdziel że appki potem nie działają.

    Panowie – pisać każdy ma prawo o czym chce, ale informacje w artykule nie mają podparcia (i tylko o to mi chodzi), i tak naprawdę pisane w odczuciu jednej osoby z tamtych komentarzy. Odnoszę wrażenie, że pisane jest to z perspektywy osoby, która systemu nie przetestowała. Niemniej każdy ma prawo do własnego zdania i dlatego tak naprawdę szanuję autora tego artu, który włożył nieco pracy w jego napisanie, bo każdy może mieć własną opinię, i autor mógł nie wiedzieć niektórych rzeczy jeśli nie siedzi aktywnie w światku Fedora/Red Hat.

    • Witek

      Artykuł był nie o nowościach, które Fedora lepiej lub gorzej wdraża, ale o problemach Fedory na podstawie tego co się słyszy na forum i na liście dyskusyjnej deweloperów.

      Czy jesteś w stanie zanegować ich wypowiedzi?

      Oczywiście możesz mieć swoje zdanie, że Fedora jest super, ale z cytatów deweloperów jasno wynika, że mało traktuje Fedorę poważnie jako system do codziennej pracy.

      Co do fedup, to rzeczywiście warto było wspomnieć, bo nazwa jest raczej kiepska. Ja też byłem "fed up with Fedora" i stąd ten artykuł. Kolejne wydanie też trafnie nazwali: Kot Shroedingera, co zostało zabawnie skomentowane, że będziesz miał 50% szans że nie zdechnie.

    • jusko

      Fedora nie jest super, jest po prostu dystrybucją Linuksa, natomiast od pierwszego mojego kontaktu z nią stwierdziłem, że nie jest kierowana do byłych użytkowników Windows czy nowo przybyłych jak Ubuntu, lecz kierowana jest po prostu do użytkowników Linuksa, czyli inny target. Nie jest też distrem kierującym się na popularność i wpieranie na Desktopy niczym Ubuntu, bo jest po prostu raczej przedsmakiem RHEL, który z desktopem Kowalskiego niewiele ma wspólnego – może dlatego, że od pierwszego kontaktu w 2010 miałem to już na uwadze, podchodziłem do dystrybucji z inną myślą przewodnią. Bardziej określiłbym Fedorę jak Debiana – distro Linuksa, które jest po prostu distrem Linuksa i nie celuje w to samo co Ubuntu – porównanie Fedory z Ubuntu pozwala lepiej dostrzec politykę obu firm. Myślę że po zaakceptowaniu takiego toku myślenia można zrozumieć sens tej dystrybucji – Fedora nie jest społecznościowa i nie stawia na community – jest miejscem sterowanym przez Red Hat, gdzie wdraża się technologie, które złożą się na nowego RHEL – a to że coś gdzieś nie zintegruje się, czy nie odpali z LiveUSB, albo się przesunie premiera to ma marginalne znaczenie, bo celem głównym jest RHEL, i wtedy niebootujące LiveUSB ma małe znaczenie bo RHEL admin będzie instalował z innego nośnika, a mało integrujący się motyw XFCE ma małe znaczenie w środowisku produkcyjnym na serwerze, a na koniec aby Anaconda w RHEL była dopracowana i na to patrzą, a w Fedorze aby była wystarczająco stabilna, aby ją sprawdzać. Myślę, że te małe przykłady pozwolą dostrzec politykę tego distra i to, czym kierują się developerzy – nie do końca dobrem usera który za darmo dostanie soft lecz tym, aby jak najbardziej dopracować RHEL, na którym zarabiają. Polityki Red Hat i Novell są dość podobne – to jest biznes

    • Kenji

      Wszystko fajnie, tylko jak ma się do tego tekst z głównej strony FedoraProject? Z tego co pamiętam (a jestem wystarczająco stary ;)), to Fedora była tworzona, jako swego rodzaju "RH Community", któremu RH miał tylko zapewniać zaplecze. Sam rozwój miał być kierowany przez społeczność właśnie i dla społeczności.

    • lukasz

      dokładnie sam pamiętam pierwsze wydanie. moj 1 kontakt z linuxem to redhat 4 i instalacja neo udało sie. Niestety z pewnych przyczyn musiałem sie zadowolic windom. wypróbowałem wiele dystrybucji i po zrobieniu kregu zainstalowałem fedora 20 jestem super zaskoczony a poziom umiejetnosci posiadam podstawowy. w innych dystrybucjach zawsze cos nie działało mam nadzieje ze z czasem bede w stanie znowu pokusic sie o zainstalowanie redhat .

    • Masz ciekawe poglądy i informacje, zatem zapraszamy do nas na napisanie własnego felietonu, z odnośnikami do obecnego tekstu :) Im więcej takich tekstów, tym lepiej dla wielu osób, które chciałyby ewentualnie rozwiązać wszelakie wątpliwości :)

    • Jusko

      Nie mam wiele czasu na pisanie, ale przemyślę to, choć każdy tekst tego typu to pewnego rodzaju, nawet nieświadomy – FUD, gdyż jeden lubi bratki, drugi róże. To nieco tak samo niebezpieczne jak rozmowa zwolennika Windows ze zwolennikiem Windows, lub rozmowy fanów skrajnych gatunków muzyki – każdy ma swoją rację :)

    • Jusko

      Tfu – chodzi o zwolennika Windows i Linuksa ;-)

    • Kenji

      Jesteś, jak sam piszesz, użytkownikiem od F12, czyli nie masz niestety porównania z najlepszymi czasami Fedory, bo [już to pisałem] od ~F10 jest tylko gorzej. Ja nie twierdzę, że to nie działa i się nie da używać. Twierdzę natomiast, że F się cofa, miast iść do przodu.
      Tak na marginesie: Akurat aplikacje GTK w środowisku Qt zazwyczaj wyglądają normalnie. Na odwrót jest gorzej, ale nie o tym temat.

  • MikolajS

    To, że Fedora to tylko platforma do testowania nowych rozwiązań, które kiedyś mogą wejść do RH to wiadomo od dawna. Nikt kto chce spokojnie używać systemu nie instaluje Fedory. Za to dla kogoś kto na codzień pracuje z RH lub centOS to dobry poligon doświadczalny :-) Nie rozumiem jak ktoś może oczekiwać stabilnego działania Fedory.

    • Kenji

      Może, np. wejść na główną stronę FedoraProject, przeczytać "motto" i oczekiwać tego, co jest tam napisane.

  • Jusko

    Nie wiem jak było wcześniej – przerobiłem Fedorę na trzech różnych sprzętach – 2 laptopy, jeden z 2003, obecny z listopada 2011 (produkcja, więc od kwietnia mam nówkę) oraz stacjonarka z 2007. Na każdej konfiguracji praktycznie z Fedorą nigdy nie miałem żadnego problemu, czego nie mogę powiedzieć o Ubuntu którego używałem 3 lata i używam na komputerze w pracy. Zawsze system wstał, nigdy aktualizacja niczego nie rozwaliła, więc nie wiem jaka była Fedora dawniej, dla mnie "po prostu działa". Fedora natomiast ma komercyjne zaplecze, dzięki czemu mam pewność że tworzą ją pośrednio osoby, które na tym zarabiają i się tym znają, w przeciwieństwie do Panów z Canonical. Na podstawie Ubuntu łatwo stwierdzić, które distro stacza się od 2010 bardziej, i nie jest to Fedora.

    Społeczność oczywiście wspiera Fedorę, ale nie ukrywajmy, że to Panowie z Red Hat wybierają co z głosów społeczności miałoby się zmienić i co zmienią. Także społeczność tak, ale nie zapominajmy że to w dużej mierze ludzie którzy mają nikłe pojęcie o developingu, toteż Fedora Team/ Red Hat decydują, co z tego wszystkiego zmienić – Fedora akurat na pewno nie jest akurat distrem do którego można słać koncert życzeń. To Red Hat wybiera na czym można zarobić i nie dziwię im się, bo na co dzień sam pracuję w biurze firmy informatycznej, które tworzy własny kawałek softu i niestety, ale słucham wielu głosów koncertu życzeń co można zmienić w naszym oprogramowaniu, ale czasem te rzeczy to śmiech na sali i życzenia osób, które nie mają pojęcia o developerce ani co bardziej ich się tyczy – o usability. Także sumując – Fedora to społeczność, ale to Red Hat rozdaje karty i decyduje co im się przyda, i z tego punktu – nie dziwię im się.

    Fedorę uznaję za stabilną, bo mnie akurat się nie wykrzaczyła i używam jej na co dzień, aczkolwiek trzeba się trzymać pewnych rygorów i nie zawsze instaluję łatki po wydaniu, ani nie zawsze aktualizuję po premierze nowego distra. Uznaję ją za wartą uwagi, gdyż nie stoi za tym rozkrzyczana społeczność (mówię o tej gorszej części), tylko osoby, które się na tym znają i zarabiają, a więc mam tę pewność, że stoją za tym silne plecy, w przeciwieństwie do distra silnie społecznościowego, w którym nigdy nie wiadomo kiedy autorom skończy się zapał.

    • Jakub

      Skąd ta nienawiść do Canonical i Ubuntu? Pod kolejnym już artykułem. Jakie problemy leczycie wylewając tyle jadu na Ubuntu. Nie nadam nic przeciwko innym dystrybucjom i za używanym przez mnie Ubuntu Desktop i Server (od lat), bo nie chcę się wpisywać w ton Waszego darcia szat. Artykuł o Fedorze, w postach ciągle Ubuntu. O czym to świadczy? Panowie, nie bądźcie dziećmi.
      Serwisowi pogratulować artykułów o takim wpływie na czytelników :-) Szczerze.

    • Jusko

      Do Ubuntu nie mam wiele, używałem go trzy lata. Niestety od wersji 10.04 miałem swoje obiekcje co do licencji umieszczania aplikacji w starszym wydaniu więc nie podpasowała mi licencja – przykład z życia, Kadu było dla Fedory w nowej wersji, dla SUSE w nowej, ale w myśl licencji wydawania oprogramowania Canonical ci stwierdzili, że dla aktualnego wydania Kadu nowego nie będzie, bo parę dni temu wyszła nowa wersja Ubu. Potem autentycznie na mojej maszynie – siadająca stabilność (i z forów wynikało to samo) – porównaj sobie stabilność aktualnego wydania LTS a dawnego 8.04 – przepaść w stabilności. W pracy mam na maszynie firmowej Ubuntu – w systemie musiałem stworzyć specjalnie nowe zadanie "Serwisowanie Ubuntu" które czasem włączam, bo są problemy, a na dzień dobry wita mnie komunikat "wykryto błąd wewnętrzny systemu" czy coś w ten deseń. Także licencja plus lecąca na łeb na szyję stabilność na maszynach jakich JA używam – przekreśliła wszystko. Nawet na forum.ubuntu.pl można od tęgich głów wyczytać coś w stylu "co za głąb (developer) umieścił to tu i tu/zrobił to tak i tak". Używałem 3 lata, i teraz chyba na złość muszę w pracy – pomijam, że chodzi gorzej niż Vista na silnej maszynie. Ot – tyle co ja mam do Ubuntu. Ach – i czy nie czytam ciągle na Phoronix o benchmarkach z których wynika, iż flagowe Unity nadal wydajnością spada? Zmiana na inne środowisko coś mi dała, bo Unity tak się zmuliło iż czekałem sekundami na byle jaką operację środowiska i musiałem je zmienić, ale nawet MATE działa jak kobyła. Tyle mojego jadu na Ubuntu – ja wspominam 8.04 jako skałę, które stawiałbym w urzędach, a dziś to distro jest takie, że uwierz mi, jak bum cyk cyk, ale u mnie w pracy każdy boi się aktualizować Ubuntu a przed upgrade do nowej wersji są zakłady, komu pierwszemu coś siądzie. To jest ten "Linux for human Beings"? Jak ktoś pamięta stare wydania – od 5.x do 8.04 lub max 10.04, to wie że to distro dawniej było lepiej przygotowywane. Nowi już podchodzą inaczej bo nie mają odniesienia (czyli jak ja do Fedory sprzed wersji 12).

      O dziwo, na "niestabilnej, testowej Fedorze która jest polem doświadczalnym Red Hat" – nie doświadczyłem tego nigdy.

    • mikolajs

      To ja mam dokładnie odwrotne zdanie. Fedorę wykorzystywałem już dawno temu skończyłem gdzieś w okolicy 8. I wspominam to jako pasmo ciągłej męki i walki. A Ubuntu po prostu działa, choć ciągle są jakieś kwiatki to i tak w porównaniu do tego co miałem na Fedorze jest niebo a ziemia.
      Dziwne że wszyscy w pracy siedzicie na Ubuntu, a nie na Fedorze skoro tak wam trudno z Ubuntu, a Fedora jest taka bezproblemowa.
      Poza tym nie rozpowszechniaj nieprawdziwych informacji jakoby Ubuntu było tworzone tylko przez amatorów bo to nie prawda. Za RH stoi więcej profesjonalnych programistów, ale ich moce nie są skierowane na zapewnienie jakości Fedorze.

    • Jusko

      Ubuntu, bo taka wola szefa :) Ja nie wdrażałem tam systemu, tylko go dostałem z maszyną. Aczkolwiek będę postulował o zmianę. Kiedyś Fedora mogła być nieco toporna, bo jak legenda niesie, od stosunkowo niedawnych lat nabrała ludzkiego, zjadliwego dla Kowalskiego kształtu. A Ubuntu na wszystkich maszynach mamy dlatego, aby zachować ciągłość ekosystemu – gdyby jeden miał Fedorę, inny Debiana, trzeci Mageie, czwarty OpenSUSE, to w razie problemów każde distro musiałby każdy z osobna wiedzieć jak przywrócić do życia, zbytni rozrzut, a tak jest jedno Ubuntu. Dodatkowo nie każdy w naszym biurze jest specem od OS, niektórzy, szczególnie nowi pracownicy mogą mieć tam styczność dopiero z Linuksem bo tak bywało, dlatego Ubuntu bo w miarę szybko załapie Unity.

  • marcin

    Artykuł ciekawy trochę, ale autor o czymś zapomniał. Bardziej jako produkt "Fedora" liczy się ekosystem, tutaj ekosystem Red Hata. Zostało to trochę wyjaśnione tutaj (bo art o czymś innym): http://centos.com.pl/2012/09/05/troche-o-systemac….

    I po prostu Devy i osoby, które się wypowiadają instalując CentOSa chcieliby mieć Fedorę, a instalując Fedorę chcieliby mieć CentOSa. Tutaj też mamy trochę nawiązanie do posta Jakuba, nawet Ubuntu nie ma takiego ekosystemu, chyba, że zaliczymy Debiana Stable, co też nie do końca. Bo bieżące wydanie Ubuntu nie jest jednak aż tak "innowacyjne" w nowości jak Fedory. Więc można powiedzieć, że ekosystem Red Hata celuje w szersze spektrum userów (Bardziej wyspecjalizowane), a Ubuntu w środek (Dystrybucja nie z największymi nowościami, ale i nie najbardziej stabilna). I to by podsumowało całość tego niby ujadania na Ubuntu wyżej.

    To czego brakuje w Fedorze to jasnego określenia dla kogo jesteśmy, i co wybrać jak chcemy trochę inaczej, czy jak skonfigurować Fedorę była nowsza jak CentOS, ale nie miała każdej jedej nowości od razu.

    • Jusko

      Bardzo dobre podsumowanie ekosystemu i trafne ujęcie nazwy – ekosystem Red Hat. i inne spektrum userów niż te, w które celują bardziej popularne distra.

  • Pan Łukasz

    Uważam, że Fedora jest świetną dystrybucją, ponieważ jednocześnie jest w ogólności dosyć dobrze dopracowana, pomimo niewątpliwie istniejących kiksów (takich, jak niemożność odtworzenia audio CD bez każdorazowego ręcznego tworzenia symlinka /dev/cdrom do /dev/sr0, włączanie się abrt, jeśli wyłączyło się system podczas indeksowania plików przez Nepomuka, TeX Live 2007 (a nie 2012, a podobno distro z nowościami)), dosyć dobrze stoi w niej KDE, ma ogromne repozytorium i pilnuje wolności programów za wyjątkiem niewolnych modułów w Linuxie, to minimum puryzmu w tej dziedzinie, którego wymagam, dlatego inne distra, jak openSUSE, Ubuntu, Mint itd, odpadają z powodu Flashów i innych Oper w repozytoriach. Jest jednak lepsze distro od Fedory i jest nim Debian testing. Debian jest jeszcze bardziej wolny (chyba ma w pełni wolnego Linuxa), ma większe repozytorium, również dobrze wspiera KDE, i nie trzeba gmerać w /dev/, żeby odtworzyć płytę audio CD (chociaż nadal pozostaje problem z automatycznym przeskakiwaniem do następnej ścieżki w KsCD i Amaroku, w pierwszym programie to w ogóle nie następuje, w drugim zjada koniec utworu, ale to chyba problem w GStreamer albo Phonon). Debian sprawia wrażenie solidniejszej dystrybucji, niż Fedora. Może jeszcze nie poznałem prawdziwego oblicza Debiana testing, bo zacząłem go używać niedawno, gdy już był zamrożony, i być może gdy zacznie się Debian Jessie to zacznie się piekło. Na razie jednak uważam, że nazwy "stable" i "testing" są mylące. Wersja stable powinna być przemianowana na rock solid/Server Edition, zaś testing powinien być przemianowany na stable.

    • Pan Łukasz

      No i trzeba dodać, że Debian tsting ma dosyć nowe pakiety. KDE 4.8.4 to i tak dosyć dobrze w przypadku już zamrożonej wersji, a gdy Jessie stanie się nowym Debianem testing, to zapewne KDE będzie jeszcze bardziej na bieżąco aktualizowane. Zaletą Debiana testing jest też to, że to distro ciągłe i mozna raz zainstalować a potem samo się aktualizuje przez lata. Jeśli Fedora stanie się ciągła, to bardzo dobrze jej zrobi, tym bardziej dlatego, że jest dystrybucją nastawioną na nowości, wybór modelu rozwoju z copółrocznymi wydaniami nie był więc trafiony.

    • marcin

      Przemianowanie to zły pomysł. Nazwy Debian Stable/Testing dobrze ugruntowały się w biznesie i zmiana mogła by tylko zaszkodzić marce Debian.

  • Nicram

    Fajny tekst. Ja osobiście całkiem lubię Fedorę i jej specyfikę. Ma nowości, które nie są jeszcze stabilne czy kompletne, a mimo to działają. Czy sprawdza się w roli desktop-a? Myślę że tak, mimo że brakuje pewności tego co można w niej znaleźć. Nie jestem pewien czy nadaje się jednak dla nowych użytkowników. Chyba nie do końca, bo brakuje dla nich zunifikowanych narzędzi, których obsługa, wygląd i metodyka wykonywania operacji była by jednakowa. Ale w sumie nie ma takich w żadnym distro. Ja mam zainstalowane 2 systemy obecnie – na laptopku Fedora z Cinnamon a stacjonarnym Scientific z XFCE. W moim wypadku oba są stabilne, mimo że z SL był problem w wypadku instalacji. Gdybym miał pracować na biurku z Linuxem, to chyba jednak wybrał bym Fedorę. O ile SL wydaje się pewniejszy na serwerze, to jednak brakuje czasem jakichś fajnych nowych rzeczy.

  • Ja od zawsze spoglądam na Fedorę tak jakbym patrzył na to co będę miał w RHELu. Bardzo mnie interesuje nowa Anakonda. Da mi to czas na przetestowanie systemu, zapoznanie się z nowościami i lekką migrację na kolejne wersje RHELa.

    Boję się tylko, że jeżeli Fedora będzie się tak psuła – to w końcu ludzie od niej odejdą i dystrybucja ta upadnie.

    PS. Świetny artykuł!

  • Greg

    Ha, widzę że nie tylko ja mam takie zdanie. Super art. Wanaa more!
    Wydaje mi się, że nowe wydanie będzie dość stabilne i używalne bo inaczej nie będzie miał tego kto testować :)

  • SierraPapa

    Do Mercedesa? Chyba W210 :>

  • Witek

    Wygląda na to, że wydadzą 18-tkę bez mozliwości instalacji programu rozruchowego na konkretnej partycji. Jedyna opcja to MBR. Niedobrze, bo czesc użytkowników (np. ja) ma główny system z rozruchem w MBR, a do testowania dystrybucji instaluje ich gruba na ich partycji. W ten sposób będe miał problem z przetstowaniem Fedory.

    • spamsink

      Trzeba będzie kombinować

    • dekriss

      Witam wszystkich. Trafiłem tu przypadkiem i z zupełnie innych pobudek ale mam nadzieje, ze mogę powiedzieć to i owo. Tym bardziej, że swoją przygodę z *nixami zacząłem od pamiętnego już Auroxa (ta nazwa to nadal miód na moje uszy ;-) – Auroxie wróć), któremu – jak wiadomo do Fedory nie było daleko. Powiem tak – dla mnie Fedora skończyła się gdzieś w okolicy 7-ki lub 8-ki. Cała reszta to coraz większe pasmo wpadek i porażek. Wyrobiłem w sobie nawet taki nawyk, że do Fedory wracałem wielokrotnie ale tylko do wydań nieparzystych – te o dziwo dawały się zainstalować bez problemów i potem jakoś działały. Wersje parzyste zaś to…. szkoda słów. Niestety nie pocieszę też wielbicieli Ubuntu. Z tym nigdy nie było mi po drodze ale przez wzgląd na pracę dla tego "WIELKIEGO" koncernu komputerowego w Łodzi musiałem i do Ubuntu się przyzwyczaić (rzeczywiscie od wprowadzenia Unity wydajność poleciała na łęb na szyje). I idąc dalej … RHEL wcale nie jest taki wspaniały co doskonale obrazuje problemy Fedory. "Od zawsze" wiadomym było, że Fedora to pole testowe Red Hat'a i dzisiaj doskonale widać jak problemy Fedory wychodzą na wierzch w niedopracowanych pakietach RHEL'a. Niejednokrotnie podczas walidacji oprogramowania w blokach przedprodukcyjnych tego "WIELKIEGO" koncernu znajdowaliśmy takie bugi, że aż głupio było to zgłaszać developerom w centrali. Podobnie z Ubuntu. Niedziałające sterowniki kart graficznych, na szybko wprowadzane poprawki do obsługi kontrolerów dysków, ehhh…. wiele by o tym pisać.
      Btw… osobiście nie mam nic ani do Fedory ani Ubuntu. Do Fedory wracam od czasu do czasu – jakiś czas temu były u mnie 14-ka i 16-ka (parzyste – pomyłka w obu przypadkach), teraz na jednym z systemów testuję 17-kę (jak na wersję nieparzystą przystało działa nad wyraz stabilnie :-)) ale nigdy nie brałem tego systemu pod uwagę gdy chodzi o codzienną pracę. Ubuntu zaś zupełnie do mnie nie przemawia. Z *deb'owych systemów uznaję tylko Debiana (rewelka jeżeli idzie o wersje stabilne) i Puppy (może nie do końca *deb'owy bo ma swojego *pet'a ale jedna z *deb'a wyrósł).
      Obecną sytuację Fedory przyrównałbym do Mandrivy. Wprawdzie Fedora nie jest systemem komercyjnym jak Mandriva ale dla mnie oba te systemy zawsze były gdzieś obok siebie jeżeli idzie o stabilność. Mam nadzieje, że Fedora odrodzi się ponownie jako stare dobre FC i zacznie przeć do przodu jak zadziało się to z Mageią (ta ostatnia stabilnością nie grzeszy ale i tak zdecydowanie z nią lepiej niż z Fedorą).
      Tymczasem pozdrawiam i zapraszam do korzystania z openSUSE'a. Podobnie jak Fedora dla RHEL'a tak openSUSE jest polem testowy dla SLES/D'a. Za Novellem jakoś nigdy nie przepadałem i bałem się, że zupełnie rozłoży SUSE'a ale jak widać społeczność openSUSE spisuje się na medal bo zarówno SLES/D jak i openSUSE po prostu działają nad wyraz sprawnie. I to jak działają :D.

  • Pingback: Alan Cox nazywa Fedorę 18 najgorszą dystrybucją w historii Red Hata | OSWorld.pl()