….na przykładzie informacji o wydaniu LibreOffice 4.

Świat idzie do przodu. Ludzie idą do przodu, a wraz z nimi zmieniają się ich oczekiwania i reakcje. Media również się zmieniają, generując różne upośledzone zachowania będące destruktorem tego co dobre w oryginalnej idei dziennikarstwa. Dawniej dziennikarstwo opierało się tylko na słowie. Dzisiaj to atakowanie wielkimi nagłówkami i gigantycznymi ilustracjami mające wygenerować kliknięcia. Dawniej dziennikarstwo aspirowało do publikacji treści na neutralnym poziomie, dzisiaj dominują platformy opinii. Dawniej czytelnik miał tekst przeczytać, zrozumieć i według uznania ocenić, czy relacja opisuje wydarzenie jako pozytywne czy negatywne zajście. Współcześnie umarła również klasyczna formuła polegająca na publikacji treści + odautorskiego komentarza na końcu strony. Dzisiaj cała treść to odautorski komentarz przeplatany wyrywkami faktów.

W mediach obowiązuje też coś takiego jak zasada Pareto. W pewnym uproszeniu mówi ona o tym, że gdy dwóch głupców opublikuje jakieś banialuki, to ośmiu innych je powieli. Nie inaczej było w przypadku “newsów” o wydania LibreOffice 4. Jak to mówią… zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie Ziemię. Nie dociekam kto zaczął, ale chciałbym zobrazować pewne mechanizmy, które stawiają twórców LibreOffice w bardzo złym świetle oraz po prostu dezinformują czytelników. Na taśmę biorę treści oraz reakcje z bardzo popularnego serwisu wykop.pl, za nim Komputer Świata globalnego wydawcy Axel Springer oraz Dobreprogramy.pl – największego portalu technologicznego w Polsce, który ma 7 milionów odwiedzających. Na tym ostatnim chciałbym się szczególnie skupić z uwagi na jego zasięg i oddziaływanie na opinie zwykłych użytkowników.

No to start! Wziuuum….

LibreOffice 4.0, a Apache OpenOffice: przepaść już nie do zasypania

Sam nagłówek jest tak naprawdę truizmem wtrącającym elementy dezinformacji. Przede wszystkim tytułowe produkty są dla siebie konkurencją. Choć jeden wywodzi się z drugiego, a ich funkcjonalność na obecnym poziomie jest podobna, to taki stan nie jest pożądany ani przez The Document Foundation ani też przez Apache Foundation. Jeden chce pokonać drugiego, przekonać do siebie społeczność deweloperów konkurenta i zgarnąć jego grupę odbiorców. Czy autor pisząc o “przepaści” wyraża smutek? Trudno orzec, jednak zwiększające się różnice między tymi produktami są wyznacznikiem konkurencyjności oprogramowania i w tym rankingu wygrywa LibreOffice.

Dezinformacja polega na tytułowym porównaniu nowego wydania LibreOffice 4.0 do Apache OpenOffice… no właśnie. Jakiego? Wersji 3.4 z kwietnia 2012 r.? W takim wypadku faktycznie istnieje jakaś przepaść, jednak aby móc porównywać i osądzać, należałoby poczekać do wydania AOO 4.0, którego publikacja jest datowana na pierwszy kwartał tego roku.

Aż trudno uwierzyć, że minęły już ponad dwa lata, odkąd rozczarowani postawą Oraclea programiści związani z rozwojem OpenOffice.org odwrócili się od softwareowego giganta, i wykorzystując dostępny kod pakietu biurowego zdecydowali się stworzyć własny fork, który miałby być wolny od korporacyjnej polityki, szybszy, lżejszy i skuteczniej mogący rywalizować z własnościowymi pakietami biurowymi.

Oracle to firma, która nigdy nie była kojarzona jakkolwiek pozytywne z ruchem FLOSS, a nawet wręcz przeciwnie – była uważana za oś zła, stojąc po tej samej stronie co Apple czy Microsoft. Nikt nigdy nie liczył na dobrą wolę Larrego Ellisona, tak więc nikt nigdy nie był rozczarowany postawą tej firmy. Utworzenie The Document Foundation (TDF) wynikało tylko z niespełnionej obietnicy firmy Sun Microsystem, która przez ponad 10 lat mamiła społeczność przyrzeczeniem o utworzeniu Fundacji OpenOffice.org. Kiedy OpenOffice.org wpadł w ręce Oracle-nie-spodziewamy-się-po-nim-niczego-dobrego, społeczność zrobiła to na co miała ochotę od dziesięciolecia.

Powołana do opieki nad kodem forka The Document Foundation od początku nie ukrywała, że nie zamierza oglądać się na to, co dzieje się z OpenOffice – ma swoje autonomiczne cele.

Nie ma czegoś takiego jak “autonomiczne cele”. Cel jest taki sam dla wszystkich producentów oprogramowania: zrobić wiodący produkt i zmiażdżyć konkurencję, a w najgorszym wypadku wygryźć im kawałek mięsa z uda i doprowadzić do śmierci. ;-)

Projekt okazał się sukcesem: nie tylko po stronie LibreOffice opowiedziało się wielu najważniejszych graczy opensourceowego światka, ale też i w świadomości użytkowników, nie tylko Linuksa, ale i popularniejszych systemów operacyjnych, nowy pakiet biurowy stał się godnym następcą OpenOfficea.

Informacja nieprawdziwa. “OpenOffice” to marka, którą budowano przez ponad 10 lat. Zważywszy, że na rynku pakietów biurowych liczy się a) Microsoft Office b) OpenOffice c) długo, długo nic d) LibreOffice, to nie można mówić o sukcesie. LibreOffice to oczywiście dobry pakiet, który cieszy się popularnością, ale… wśród geeków. A więc ma swoją niszę w niszy.

Rob Weir (IBM) obala podobne wywody i choć robi to ze złośliwości, to liczbom, które przytacza nie można odmówić prawdy.

Od 25 stycznia 2011 r. do 27 września 2012 r., LibreOffice pobrano ponad 18 mln razy. OpenOffice tylko od maja do września 2012 r. został pobrany aż 18,207,610 razy z samych tylko serwerów SourceForge.net, co daje 127,326 pobrań dziennie wobec 29,460 pobrań LibreOffice.

W takim wypadku nie można mówić o popularności.

Żaden z “najważniejszych graczy opensourceowego światka” (finansujących projekt) tak naprawdę nie zarabia sensownych pieniędzy na oprogramowaniu desktopowym. Choć dopływ gotówki sponsorów jest na stabilnym poziomie, to ich zaangażowanie jest zagadkowe. Trudno się tutaj podniecać “wielkimi z danego światka”, skoro nie można spodziewać się przydziału np. pięćdziesięciu deweloperów do jednego komponentu. Ponadto projekt LibreOffice jest zdominowany przez ludzi propagujących ideę Wolnego Oprogramowania, a nie Open Source.

Mimo niesnasek między deweloperami (np. oskarżeniami o nieuczciwe raportowanie zaangażowania deweloperów w LibreOffice), do tej pory jednak oba opensourceowe projekty były w stanie wymieniać się kodem

Oskarżenia o włączanie deweloperów Apache OpenOffice do listy kontrybutorów LibreOffice to czubek góry lodowej. Pisałem o tym w Dlaczego OpenOffice i LibreOffice już nigdy się nie połączą?

Nieprawdą jest, że oba projekty wymieniały się kodem. Przenoszenie kodu jest możliwe tylko w jednym kierunku: z AOO do LO, a powodem tego stanu jest niezgodność licencji obu projektów. Sporadycznie różne kawałki kodu były licencjonowane dwa razy, ale to na prośbę fundacji Apache i za zgodą indywidualnych darczyńców. Być może w przyszłości coś się zmieni, gdyż trwają rozmowy o zmianie licencji, jednak niektórzy kontrybutorzy o naprawdę dużym wkładzie są przeciwni tej zmianie (czytaj: nie chcą, aby ich kod trafił do OpenOfficea, który jest zdominowany przez jedną korporację (IBM-a)).

Wydanie 4.0 LibreOffice to wielki krok dla The Document Foundation – wprowadza zmiany do API pakietu, które znacznie utrudnią przenoszenie kodu.

W rzeczywistości celem było oczyszczenie, uproszczenie oraz uczynienie API bardziej przyjaznym dla deweloperów rozszerzeń. To zresztą dosyć naturalne, że producent (czy fundacja) poprzez różne ułatwienia stara się skupić wokół siebie odpowiednio duży ekosystem. Ostatnia zmiana w API była w czasach OpenOffice.org 1.x, czyli w latach 2002-2006. Co więcej, celem deweloperów (a obowiązkiem tym bardziej) nie jest podtrzymywanie kompatybilności ze swoim rywalem. Całkowicie pomylono tutaj efekt z celem i przeinaczono intencje twórców.

Charles Schultz, jeden z deweloperów LibreOffice

Charles Schultz to prawnik, nie deweloper.

Czy w opensourceowym świecie jest miejsce dla dwóch pakietów biurowych? Pochopni pewnie wskażą za przykład rynek przeglądarek, gdzie miejsce mają zarówno Firefox jak i Chrome. Sęk w tym, że Chrome bez Googlea by nie istniało, tak jak zapewne Apache OpenOffice nie istniałoby bez wsparcia IBM-a. Google ma jednak zdecydowanie więcej powodów, by inwestować w rozwój Chrome, niż IBM, by inwestować w rozwój nie do końca zgodnego z LibreOffice pakietu biurowego.

Tak, zupełnie jak w świecie closed source jest miejsce dla dwóch + n innych zamkniętych i n otwartych. Poza tym świat open source to nie tylko OpenOffice i LibreOffice, naprawdę.

Celem inwestycji IBM-a w OpenOffice nie jest utrzymanie zgodności API z LibreOffice, a wykorzystanie siły jego marki (dowodem jest porzucenie Lotusa i zapowiedź wydania “OO IBM Edition”) oraz trendu polegającego na migracji instytucji rządowych na format OpenDocument. Rozwój LibreOffice jest w pewien sposób na rękę IBM-owi, bo łatwiej przejąć instytucję, która już znajduje się w ekosystemie ODF, aniżeli w ekosystemie Microsoftu.

Szkoda by było oczywiście, gdyby IBM wycofało swoje wsparcie. Twórcy Apache OpenOffice, stawiają na kwestie, które dla The Document Foundation nie są priorytetowe, np. ulepszenie zgodności z formatem OOXML Microsoftu. Już dziś dokumenty .docx czy .pptx w OpenOffice.org wyglądają lepiej, niż w LibreOffice. Ale czy to wystarczy?

Informacja nieprawdziwa. Choć OpenOffice został opuszczony przez społeczność, to IBM twardo brnie w ten projekt. Jemu to bez różnicy czy sam utrzymuje Lotus Symphony czy dużo popularniejszy OpenOffice. Nic nie zapowiada wycofania wsparcia przez tę firmę i nie ma czego żałować.

Nieprawdą jest, że lepsza obsługa formatu Microsoft OpenXML nie jest ważna dla The Document Foundation. Również nieuczciwością jest pisanie pozytywne o jednym projekcie i dawanie dowodów na postęp, a zarazem pisanie negatywnie o konkurencji i ucinanie na tym wywodu. Nieprawdą jest, że “dokumenty .docx czy .pptx w OpenOffice.org wyglądają lepiej, niż w LibreOffice”, a na pewno nie wszystkie. Oto próbka.

Tabela w DOCX / LibreOffice 3.6.3
Tabela w DOCX / LibreOffice 3.6.3
Tabela w DOCX / LibreOffice 4.0
Tabela w DOCX / LibreOffice 4.0
Tabela w DOCX / Apache OpenOffice 3.4.1
Tabela w DOCX / Apache OpenOffice 3.4.1

Przecież wśród najważniejszych atrakcji LibreOffice 4.0 wymienia się np. wsparcie dla skórek Personas z Firefoksa, integrację z pulpitem Unity w Ubuntu, możliwość podłączenia się do CMS-ów Alfresco czy SharePoint, integrację z książką adresową Thunderbirda, sterowanie prezentacjami za pomocą smartfonów z Androidem czy importowanie plików Visio i Publishera. To na pewno bardzo spektakularne zmiany (z ich pełną listą zapoznać się możecie tutaj), którym OpenOfficeowi może być trudno sprostać.

Powyższy akapit to wyłącznie odautorska opinia, do tego całkowicie oderwana od rzeczywistości. Tak naprawdę najważniejsze, najbardziej atrakcyjne zmiany jakie zaszły nie są adresowane do użytkowników, a do deweloperów. To dzięki zmianom “od środka” mówi się o kamieniu milowym. Porzucono wiekowe naleciałości OpenOfficea, wprowadzono WidgetLayout zamiast sztywnego programowania interfejsu czy skonwertowano wszystkie pliki .sdf do .po, a to wszystko wpłynie na jakość oprogramowania dla użytkownika końcowego. Autor nie wymienił ani jednej poważnej zmiany, która była wyjątkowo czasochłonna, zamiast tego skupił się na banałach i podniósł je do rangi “najciekawszych”.

Kolejną fatalną i wyjątkowo szkodliwą dla deweloperów informacją jest wzmianka o minimotywach zwanych Personami. Wielu użytkowników czytających o nich jako o najważniejszej zmianie reaguje nerwowo i agresywnie, a swoją złość kierują nie w stronę autora-tak-mi-się-napisało, a w stronę twórców pakietu.

Faktycznie najistotniejsza rzecz na świecie. Żyć się bez tego nie dało. To wymienione jest na pierwszym miejscu !? DNO!! ~ pwl

A skąd się one tam wzięły? The Document Foundation jest organizacją skupiającą opłaconych deweloperów oraz wolontariuszy. Ci pierwsi pracują nad tym co jest konieczne z biznesowego punktu widzenia, a ci drudzy… również. ;-) Jednak LibreOffice to nie tylko firmowy projekt + darmowa siła robocza, a pewien krąg kulturowy ludzi, którzy lubią się spotkać od czasu do czasu i pogadać o swoim hobby przy piwie i pizzy. Stąd te wszystkie FOSDEM-y z warsztatami, ODF Plugfesty czy Hack Weeks. Może kogoś to jeszcze zdziwi, ale dla tego środowiska hobby jest projekt nad którym pracują w pracy. I tak właśnie powstały Persony. Pełnoetatowy deweloper LibreOffice (SUSE) w weekend przy pizzy z kolegami napisał taką opcję. Można dyskutować jak bardzo ona była potrzebna, ale ja ją postrzegam jako ukłon w stronę osób narzekających na “wygląd rodem z lat 90-tych“. Drugą kwestią jest też, że nikt nie ma prawa mówić deweloperowi nad czym ma pracować w swoim wolnym czasie, a wiem, że wielu użytkowników ma roszczeniową postawę i z przyjemnością wcieliłoby się w rolę dyktatora…

Drugim najczęstszym obiektem narzekań jest integracja z Unity. Prawda jest taka, że gdy Oracle pozwalniało deweloperów OpenOfficea, część została zatrudniona przez IBM-a, a część przez Canonical. Każda z tych firm kieruje się swoim interesem. Interesem Canonical jest naturalnie jak najszersza sprzedaż Ubuntu na desktopach, co wiąże się z użytecznym pakietem biurowym. Firma ta zatrudniła specjalistę, wyłożyła pieniądze na projekt i uczestniczyła w nim na cudzych zasadach. Wszystko odbyło się fair play. Jeśli ta funkcja nie jest Ci potrzebna, nie musisz być arogancki i wyzywać za to twórców. Jeśli potrzebujesz czegoś innego, możesz postąpić tak samo i opłacić inżyniera ze swoich środków.

Wśród ważnych dla użytkownika funkcji, a nie wymienionych przez autora, jest chociażby lepsza obsługa plików OpenXML, szybszy import/eksport plików ODF (czas wczytania pliku ods zredukowano o 50% wobec linii 3.5), nowe funkcje w Calcu (XOR, ŚREDNIA.JEŻELI (AVERAGEIF), SUMA.WARUNKÓW (SUMIFS), ŚREDNIA.WARUNKÓW (AVERAGEIFS), LICZ.WARUNKI (COUNTIFS), JEŻELI.BRAK (IFNA), JEŻELI.BŁĄD (IFERROR), przyjemniejszą dla oka wizualizację wykresów czy opcja szybkiego eksportu tychże do obrazka, rozbudowane formatowanie warunkowe oraz tabele przestawne, opcje inwestycyjne według modelu Blacka-Scholesa, nowy menadżer szablonów czy poprawiony silnik wyrażeń regularnych. Naprawdę nie ma potrzeby wymieniać trywialnych zmian i ironizować nazywając je “spektakularnymi”, skoro takie są na liście.

Przypominam, że pierwsze wydanie z wersji 4.0 LibreOffice nie będzie się od razu nadawało do zastosowań produkcyjnych: pierwsza wersja poprawkowa powinna wyjść do końca lutego.

Poruszony troską autora przypomnę tylko, że LibreOffice 4.0 miało jedną alphę, dwie bety, trzy wydania kandydujące oraz kilkadziesiąt dziennych kompilacji. Usunięto większość irytujących błędów. Ciekawe, że na tak dużym portalu przy okazji wydania np. Microsoft Officea 2013 nie napisano “To wydanie nie nadaje się do używania. Używalne będzie po pierwszym Service Packu”. ;-)

***

Czy tym wszystkim przekłamaniom można było zapobiec? Oczywiście, że tak. Specyfika tego rynku sprawia, że każdy chce być pierwszy z publikacją treści. Artykuły na temat nowego Firefoksa, LibreOffice czy innych dużych projektów FLOSS są przygotowywane z wyprzedzeniem, a publikowane dopiero w momencie wydania programu. Aby być rzetelnym wystarczy nie pisać co ślina przyniesie na język, a wątpliwości można z wyprzedzeniem weryfikować u źródła. Taką dobrą praktykę wyrobiło sobie śp. heise-online.pl, dawny skład Dobrychprogramów czy Dziennik Internautów.

W takim przypadku poszkodowani są wszyscy. Czytelników zrobiono w balona i niepotrzebnie rozgorączkowano, z twórców programu zrobiono ludzi zajmujących się rzeczami śmiesznymi, wydawca serwisu stał się niewiarygodny, a autor publikacji pogrążył się popisem swojej nierzetelności. Gdzie w takim razie kryje się zwycięzca?

Podobne artykuły

  • Mały wtręt, niezupełnie związany z tematem:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_Pareto
    Tu nie ma nic o rozprzestrzenianiu się informacji.
    Jeśli popełniłeś jakiś błąd, to możesz śmiało usunąć ten komentarz po poprawce.

    BTW. dolna część tej strony się nie rozsypała?

  • Sigvatr, napisałem przecież że “W pewnym uproszeniu mówi ona o tym, że”

    Nazwy „zasada Pareto” użył dla opisu większej ilości zjawisk w 1941 roku Joseph Juran w swoich badaniach nad jakością, zauważając, że 80% problemów jest powodowanych przez 20% przyczyn.

    Współcześnie bardzo mało serwisów samemu tworzy newsy. Wystarczy, że heise.com czy osnews.com źle coś opiszą, a większość polskich serwisów powieli ten błąd.

  • Napisałeś:

    W pewnym uproszeniu mówi ona o tym, że gdy dwóch głupców opublikuje jakieś banialuki, to ośmiu innych je powieli.

    Ni jak ma się do zasady 80/20. Ale przyznam, że w twojej powyższej interpretacji, faktycznie ma to sens.

    Współcześnie bardzo mało serwisów samemu tworzy newsy. Wystarczy, że heise.com czy osnews.com źle coś opiszą, a większość polskich serwisów powieli ten błąd.

    Tak, to prawda. Co gorsza często te niusy wychodzą wprost z biurek ludzi odpowiedzialnych za reklamę w danej firmie, której nius dotyczy. I potem te marketingowe bzdury są bezkrytyczne powielane dalej.

  • Komentarze się już nie rozjeżdżają. Dziękuję za raport. :-)

  • Zapomniałem o jednej bardzo ważnej rzeczy, ale nie będę już edytował wpisu. LO 4 zawiera interpretator prostego języka Logo. Dodano go na długo zanim Estonia ogłosiła, że właśnie Logo będą się uczyć siedmioletnie dzieci w podstawówce. Zmiana ta jest podyktowana narodowym planem produkcji inżynierów.

    http://www.dobreprogramy.pl/Pisanie-kodu-zamiast-nauki-Officea-w-szkole-podstawowej,Aktualnosc,38278.html

    Estonia to oczywiście mały kraj (populacja: 1,2 mln), ale takie zmiany jak LibreLogo sprawiają, że LO może trafić pod strzechy i zdobyć wiele przyczółków do dalszej ekspansji.

  • Logo, nie lepiej uczyć dzieciaki jakiegoś Pythona (Ruby, czy insze)? Proste do nauczenia, ale przynajmniej potem wiele z tej dzieciarni może go wykorzystać w czymś bardziej konkretnym.

  • Ty tak na poważnie? Skoro pisać w Pythonie będzie umiał byle dzieciak po podstawówce, to drastycznie spadnie poziom płacy za zlecenia. :P

  • Astur

    Po pierwsze, napisałeś:
    “OpenOffice” to marka, którą budowano przez ponad 10 lat. Zważywszy, że na rynku pakietów biurowych liczy się a) Microsoft Office b) OpenOffice c) długo, długo nic d) LibreOffice, to nie można mówić o sukcesie. LibreOffice to oczywiście dobry pakiet, który cieszy się popularnością, ale… wśród geeków.

    Ciekawe, bo w innym miejscu [1] używasz tego samego argumentu do obrony przeciwnego stanowiska:
    Rzecz w tym, że są też rzeczy, o których Weir nie mówi. Przede wszystkim takie, że marka “OpenOffice” funkcjonuje w świadomości konsumentów od blisko dwunastu lat. Marka “LibreOffice” choć popularna w środowisku geeków, nie przebija się wystarczająco mocno do szerszej świadomości konsumentów, a rozszerzenie tego procesu zajmie znacznie więcej czasu niż 2 lata.

    Gdyby zatem ekstrapolować wyniki LibreOffice na okres dwunastu lat (tyle już istnieje OpenOffice), mogłoby się okazać, że popularność produktu, któremu patronuje IBM, jest wręcz nikła.

    Po drugie, to IBM popiera OpenOffice głównie ze względu na swój udział w OASIS fundacji rozwijającej format OpenDocument, który ma być alternatywą dla zamkniętych formatów dokumentów, kontrolowanych najczęściej przez firmy, które je opracowały – przede wszystkim dla formatów DOC, XLS i PPT, używanych w starszych wersjach pakietu biurowego Microsoft Office. Użytkownicy dokumentów zgodnych ze standardem OpenDocument mają do nich dostęp z programów różnych producentów, co łamie monopol dotychczasowych producentów oprogramowania i dysponentów formatów dokumentów (cytat z Wikipedii [2]). Siła uczuć pomiędzy Microsoft a IBM wydaje się gwarantować długotrwałe poparcie dla OpenDocument, którego natywnym formatem jest ODT, a główną aplikacją, która go używa – OpenOffice. Dlatego też uważam, że relacja IBM do LibreOffice jest dwuznaczna. Nie chodzi tu tyle o promocję samego OpenOffice ile raczej o osłabienie rynkowego sukcesu MsOffice. Jeżeli LibreOffice będzie odnosić większe sukcesy niż OpenOffice, to w przyszłości możemy oczekiwać jak p. Weir z tym samym przylepionym uśmiechem, będzie zapewniał o tym, że zawsze LO popierał.

    Po trzecie, to może i Personas nie są takie ważne, ale dla wielu osób, w tym i dla mnie [3] stanowią zdecydowany krok naprzód w siermiężnym dotychczas wyglądzie LibreOffice. Myślę, że przysporzy to zaskakująco wielu użytkowników.
    ___________
    [1]http://ooblog.pl/2012/11/20/dlaczego-openoffice-i-libreoffice-juz-nigdy-sie-nie-polacza
    [2]http://pl.wikipedia.org/wiki/OpenDocument
    [3]http://img23.otofotki.pl/obrazki/ep132_MsPersonas.png (przy użyciu http://www.getpersonas.com/pl/persona/145991 i po zmianie barwy tła aplikacji na “Wykres3”)

  • @Astur

    Przytoczyłeś dwa różne fragmenty wyrażające tę samą opinię. Nie kojarzę, aby dotyczyły one różnych spraw. Możesz powiedzieć coś więcej? Zresztą na swoje potencjalne usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że im więcej wiem, tym częściej modyfikuję swoje poglądy. Nie kocham miłością bezgraniczną ani LO ani AOO.

    Nie wiem czy gdyby rozciągnąć działalność TDF na okres 12 lat, to czy sukcesy LO byłyby bardziej spektakularne niż OO. Dużo tu gdybania i więcej wróżenia, aniżeli pewności.

    IBM na pewno nie popiera AOO ze szlachetnych pobudek. Pewnie marzy im się powrót do ery dominacji Lotusa 1-2-3, a ODF jest tutaj odpowiednim wkrętem. Mnie to nie przeszkadza. :-)

    Daj znać jak znudzi Ci się upiększanie LO i wyrzucisz ten badziew w cholerę. :-)