PortMyApps ułatwi przenoszenie aplikacji z Windows na Linuksa

PortMyApps ułatwi przenoszenie aplikacji z Windows na Linuksa

przez -
46 930
PlayOnLinux
Twórcy aplikacji PlayOnLinux umożliwiającej uruchamianie gier z Windows na Linuksie, postanowili wyjść naprzeciw deweloperom zainteresowanym linuksowym rynkiem i rozpoczęli prace nad projektem PortMyApps. Narzędzie ma w łatwy i szybki, a przede wszystkim tani sposób, przygotować linuksowego klienta dowolnego programu stworzonego dla Windows, przy pomocy Wine.

Jak doskonale pewnie wiecie, Wine pozwala na instalację i uruchamianie wielu gier i programów z MS Windows w Linuksie, Solarisie, a nawet FreeBSD. Program tworzy na naszym dysku wirtualny rejestr, wirtualne partycje i inne kluczowe elementy niezbędne do poprawnego działania aplikacji napisanych na system Windows. W przeciwieństwie do Virtualbox nie jest to emulator, a implementacja WinAPI dla systemów uniksowych z serwerem X11. Jakość i wydajność gry uruchomionej z pomocą Wine dość często pozostawia wiele do życzenia, ale czasem jest to świetne rozwiązanie, aby nie rezygnować z ulubionych aplikacji, którym brak natywnej alternatywy.

PortMyApps przebywa w bardzo wczesnym stadium rozwoju i na chwilę obecną umożliwia analizę dotyczącą przeniesienia danego programu jedynie na Mac OS X. Wystarczy wybrać archiwum z programem (uwaga na limit do 50 megabajtów!), a pokrótce otrzymamy szczegółowy raport dotyczący procesu portowania naszej aplikacji. Z kolei proces ten, to nic innego jak przygotowanie paczki z odpowiednią wersją Wine i niezbędnymi bibliotekami, których wymaga dana aplikacja.

Później pozostaje tylko popracować nad stabilnością i voi’la – nasz program uruchamia się na Linuksie. Nie jest to pierwsze tego typu rozwiązanie, lecz jak najbardziej godne uwagi. Pomysłodawcy chcą jak najbardziej uprościć i przyśpieszyć przebieg “butelkowania” tak, aby deweloperzy niezaznajomieni z tematem mogli w stosunkowo krótkim czasie i z niewielkim nakładem finansowym obsługiwać również Linuksa.

John Carmack, współzałożyciel id Software stwierdził swego czasu, że udoskonalenie API systemu Windows pod Linuksem wydaje się być lepszym rozwiązaniem niż przepisywanie kodu gier i programów tak, aby były w pełni natywne i wykorzystywały tylko linuksowe biblioteki. Wraz z kolegami z zespołu potwierdził, że takie zabiegi są po prostu nieopłacalne. Jego zdanie podziela wielu innych deweloperów i boję się prorokować, ale możemy być w przyszłym roku świadkami istnego gradu butelek z Wine(m). Obyśmy tylko się nim nie zachłysnęli, tak jak premierą drugiej części Wiedźmina czy wątpliwym działaniem Limbo, gdy kilka tysięcy osób biorących udział w w akcji Humble Bundle musiało obejść się smakiem lub grać z utrudnieniami.

Wine nie jest i długo nie będzie stabilne, wciąż brakuje w nim wielu funkcji. I choć niejednokrotnie gry uruchomione w ten sposób mają lepszą wydajność od tych samych pod Windows, bardzo rzadko zdarza się, a żeby działały lepiej niż natywna produkcja. Tak więc póki co, wielu twórców gier wideo i oprogramowania przy dostarczaniu wsparcia systemom linuksowych musi balansować pomiędzy gwarancją wpływów i opłacalnością inwestycji, a jakością jaką doświadczą ich klienci.

Podobne artykuły

  • o_O

    > […] czy wątpliwym działaniem Limbo, […]
    U mnie działało bez zarzutu. Może raczej ktoś używał wątpliwych kart graficznych i wątpliwych sterowników?

    • Ollbi

      Standardowa przyśpiewka: U mnie działa. Wszystko zależy od danej konfiguracji. To że u Ciebie to działa, u innych już może nie chodzić dobrze.

    • Albert

      Ale o czym ty gadasz. U mnie też działa. Kup może sobie jakiś porządny komputer i zainstaluj porządny soft do niego. Uruchamiasz to na jakimś g… i dziwisz się, że nie działa?

    • Ollbi

      Wiele razy tak było, że u kogoś działało, a u mnie nie. I nie gadaj o czyimś kompie, jak nie znasz jego konfiguracji. Bo testowałem na wielu sprzętach i na każdym potrafiło wywalać różne błędy.

    • Michał Panek

      Ale o czym ty gadasz. Kupuję grę, mam napisane, że obsługuje Linuxa, spełniam minimalne wymagania to ma działać i koniec. Co do tego ma ‘porządność komputera’ i ‘porządność softu’? Wyczuwam trolling.

    • Krystian Juskowiak

      Niestety smutnym obowiązkiem dewelopera jest, aby to ON zapewnił wsparcie dla jak największej gamy sprzetów.

      Poza tym, zauważ śmieszną prawdę – pod Linuksem dla Ciebie to sprzęt “g****”, a pod Windows ten sprzęt wyciśnie co może. No to sprzęt jest wadliwy w końcu, czy po prostu ktoś dał kompletnego ciała z jego obsługą pod Linuksem i sprzęt jest całkowicie OK, tylko Pingwin z różnych przyczyn nie wyciśnie z niego potencjału?

      Niestety, ale prawidłowa odpowiedź to: “Linux nie wyciśnie z niego pełnego potencjału”, bo sprzęt jest OK. Polecam nieco dystansu do Linuksa, Panie Dzieju, bo ma on zarówno plusy jak i minusy.

    • Krystian Juskowiak

      U mnie też LIMBO działało bez problemów – nawet nie zauważyłem z początku, że to wersja butelkowana :-D

      Niemniej czytałem w internecie, że niektórzy miewali jakieś problemy, zatem pewnie tak było. Niestety Linuksów jest od groma i trochę (w tym wiele lipnych kart graficznych jak od AMD czy SiS), zatem nie sposób zadbać o każde distro.

      Niestety najlepszym wyjściej jest skupić się na 2-4 konkretnych na dekstopa i po prostu zignorować resztę.

    • gość

      Akurat w świecie Open Source jest taka idea, że jak zaoszczędziłeś pieniądze na sofcie to musisz je wydać na hardware lub szkolenie. Chociażby przez brak narzędzi typu WYSIWYG (wiele rzeczy, które na Windows a nawet starych systemach typu BeOS możesz wyklikać w Linuksie musisz napisać w języku programowania, nieraz od zera), przez nieaktualne założenia projektowe softu CAE (zakładają, że projekt już jest wykonany, tylko wprowadzamy go do komputera) czy przez nieoptymalne wykorzystanie łącza i hostingów (CMS do prezentacji statycznych stron wymaga bazy danych a komunikatory głosowe/wideo wymagają zewnętrznego IP).
      Wynika to z mentalności użytkowników Linuksa, która pozostała w świecie mainframe’ów Uniksowych, gdzie pamięci się nie liczyło bo stawiała firma/uczelnia, i to by starczyło dla wszystkich dalekopisów – tak dużo, że można było sobie pozwolić na dowolne niemal zabawy.
      Widać to doskonale po pakietach – w większości dystrybucji pakiet zawiera pełne locale programu, czyli mnóstwo niepotrzebnych plików. Niektóre dystrybucje mają improwizowane skrypty do czyszczenia tych śmieci i wtedy z dysku kasuje jakieś 15-20GB śmiecia. Taka instalacja uchodzi na uniwersyteckim mainframe, gdzie nie wiadomo kto usiądzie do teleksu, ale nie do domowego peceta ani nawet na większość serwerów.

    • marcinsud

      Mój linuks na desktopie nawet 15 GB nie zajmuje z całym potrzebnym softem, a ty masz aż tyle śmieci po pakietach?
      Są CMSy nie wymagające bazy danych i są komunikatory nie wymagające zewnętrznego IP, więc przykłady jakieś z twojej strony by się przydały konkretniejsze. Co do pamięci też nie za bardzo rozumiem, bo w moim przypadku system + soft zjada mniej niż podobny zestaw na win8 czy mac os. W każdym przypadku najwięcej pamięci wpieprza Firefox (kilkakrotnie więcej niż sam system), ale taka moda w przeglądarkach istnieje od pewnego czasu.

    • gość

      Zależy co się instaluje. W Debianie pewne rzeczy trzeba dodatkowo zbudować, inaczej po prostu zainstalujesz z repo śmieci. Programy serwerowe są utrzymywane na wysokim poziomie, ale problemy z użytkowymi w siódemce to częsta przypadłość. Głównym zapychaczem plików lokalizacji jest KiCAD.
      CMSy: Niemal każdy prezentujący treść. Do zdjęć całe szczęście jest np. SPGM, którego nawet nie trzeba za bardzo łatać, wersja z 2007 ma jedno newralgiczne miejsce.
      Komunikatory (mam na myśli te z audio/wideo): Ekiga, wszystko niemal pod SIP’a, coś na L pamiętam jeszcze testowałem. Te tekstowe np. z modułem GG działają bez problemu. Jak coś nie wymaga całego IP, próbuje wywalić port na routerze providera, który jest zablokowany hasłem providera, po czym wyświetla błąd.
      Z pamięcią niestety jest problem i to dotkliwy. Oczywiście dyżurny zjadacz to Firefox, ale nie tylko – Firefox jak dostosujesz, na “luzie” zeżre te 100MB, na kilku kartach 250.
      Klient dysku chmurowego SparkleShare (nie ma innej otwartej alternatywy, szczególnie jak wykorzystuje się niestandardowe miejsca np. GitHub + szyfrowanie) – 260-280MB. Co tyle tam zajmuje nie mam pojęcia, ja mam uzasadnione podejrzenia, że częściowo emuluje WIndowsowe API bo plik “.exe” widzę na liście procesów.

  • Jakub Konieczny

    FlatOuty na Gogu też na Wine:/
    W sumie przygotowana dystrybucja gry razem z Wine nie jest aż taka zła, ale cholera nie tędy droga, bo gry na Linuksa będą wydawane drogą „działa na Wine? A to wydamy”.

    • Michał Panek

      Z drugiej strony jeśli deweloperzy będą wydawali porty opierające się na Wine, to będą zobligowani (mówimy o poważnych deweloperach) do zapewnienia stabilności takiego portu i jego bezawaryjności – co może doprowadzić do znacznego wzrostu jakości Wine jako takiego i PlayOnLinux jako aplikacji. Patrząc na wersję 1.7.x właściwie niemal wszystkie starsze gry (W3, SC) i niewymagające aplikacje (Lucas Chess, WiMP) chodzą bez zarzutu, co do nowszych pozycji AAA to SC2 ostatnio zaliczył spory skok FPSów, można już z powodzeniem grać. Jego wydajność ciągle wzrasta, ilość FPSów z każdą kolejną wersją jest coraz wyższa, więc może to jest kierunek w którym warto podążać. Już nawet cała aplikacja battle.netu działa pod Wine.
      (W czym upatruję przebiegłość Blizzarda, żeby czyimś wysiłkiem podbić kolejny sektor rynku. Po prostu nie utrudniają pracy, jak to miało miejsce w przeszłości, i dokonują marginalnych zmian umożliwiających uruchamianie aplikacji przez Wine.)
      Oczywiście w miarę możliwości staram się kupować i doceniam wydania natywne, ale chyba jednak Linux nie podbije rynku desktopów już w ogóle, mamy teraz wszystko, czego może standardowy użytkownik zapragnąć, brak gier przestał być argumentem, a my i tak stanowimy 1-2% rynku (zgodnie ze ankietą Valve dt. hardware’u).

      .

    • Krystian Juskowiak

      Bo Linux nie zawładnie rynkiem desktopów – popatrz na OS X, nie udało mu się to do dziś, a istnieje dłużej od Windows.

      Niemniej wzorem OS X – Linux możne znaleźć swój stabilny kawałek miejsca na rynku i w nim śmiało egzystować. Bez wysyłania Windows w kosmos, bez sabotażów na Microsoft. Oczywiście to nadal nie będzie system mainstreamowy z tego plusami i minusami (tylko na Win największa dostępność softu), ale ma swoje miejsce.

    • marcinsud

      Myślę, że w przypadku os x taki sobie sprzęt blokuje jego ekspansję na desktopy. Gdyby zdecydowali się wypuścić system (czego nie zrobią, bo nie mają mocy by wspierać więcej sprzętu – nawet sterowniki graficzne sami piszą) sytuacja mogłaby być inna, ale to tylko gdybanie.

    • Im

      A teraz zadaj sobie pytanie… Patrzac na polityke firmy Apple, czy w ogole im zalezalo na zawojowanie desktopu w stylu Microsoftu? Bo mnie sie wydaje, ze nie. Jakby chcieli miec wiekszy udzial w %, uwazam ze nie mieliby z tym problemu.

    • Krystian Juskowiak

      Tak, od samego początku mieli ambicje do dominacji, potem Jobsa wywalono i Apple zaczęło tonąć, a kiedy wrócił (1997?), to Windows był już na pewnej pozycji, a Mac OS był na tyle słaby, że rozważano zastąpienie go czymś innym. Jobś świetnie odkręcił sytuację, ale trochę było już późno na rewolucje desktopowe – swoje miejsce jednak Mac OS zdążył wypracować.

      Teraz ciężko byłoby to zmienić – póki Windows nie przestanie istnieć a nie przestanie, tak żaden inny OS nie zajmie jego miejsca (pytanie, czy w ogóle musi zajmować). Nawet, gdyby Apple wypuściło OS X na PC, to Windows i tak ma niemal 90% rynku desktopów, i niemal cała baza oprogramowania jest na niego.

      Dlatego też mnie szkoda czasu na jakieś wierzenie w to, że Linux wyśle złego Windows w kosmos, bo mam tylko jedno życie ;-) Za to jak najbardziej możliwe jest, aby Linux zebrał jeszcze z 2-3% udziałów na rynku desktopów w najbliższych latach, a to już i tak starczy do w miarę swobodnego bytowania na rynku. O 10% udziałów jak OS X na razie nie marzę, bo stary już pewnie będę ;-)

      Zresztą – praca wymaga ode mnie bycia elastycznym, więc pracuję na Linuksie, ale nie mam problemu, aby podpiąć się kiedy trzeba do maszyny zdalnej z Windows. W domu to samo – Linux, ale mam Windows na maszynie wirtualnej (bądź obok) i tyle – wilk syty, owca cała ;-)

    • dex

      “OS X, nie udało mu się to do dziś, a istnieje dłużej od Windows.” buahahaha kolego weź no i zweryfikuj swoją wiedzę bo się ośmieszasz OS X istnieje dłużej niż Windows … Premiera OS X 2006 rok a jak już chcemy to Windows 95 miał premierę w 24 sierpnia 1995 roku ….

    • Krystian Juskowiak

      Mac OS już nie istnieje (odcięte “Mac”), pisząc OS nie wiadomo o co chodzi, no to pozostaje OS X jako kontynuator. Dobrze – systemowi firmy Apple, tak lepiej?

      Dziękuję za wnikliwą uwagę, Panie dex… :-) Internet jednak jest pełen użytkowników, którzy każdego chcą ośmieszyć – tylko czekać, aż się człowiek potknie i bach – przywala taki z grubej rury, aby się poczuć lepiej… ;-)

    • dex

      Fajnie że się przyznałeś do błędu i za chwilę komentarz zmieniłeś aby odwrócić kota ogonem… żal… ale z twojego podejścia… mam nadzieję że tym podbudowałeś własne ego bo jak widać nie warto z tobą dyskutować.

    • Krystian Juskowiak

      Nie jest dla mnie problemem przyznać się do błędu, choć raczej do skrótu myślowego.

      Masz jednak rację – ja też nie lubię dyskutować z anonimami, co z różnych przyczyn nie potrafią się podpisać własnym imieniem i nazwiskiem w sieci ;-)

    • marcinsud

      Większość gier na makówki była tak robiona i ludzie nawet o tym nie wiedzieli. (zamiast wine była chyba cydia czy coś podobnego nie chce mi się szukać :) )

  • Wiadomo, że lepsze byłyby wydania natywne, ale jeżeli ma ich w ogóle nie być, to takie rozwiązania również nie są złe. Najważniejsze, żeby wszystko działało płynnie i nie wywalało błędów. GL PortMyAps!

  • “John Carmack, współzałożyciel id Software stwierdził swego czasu, że udoskonalenie API systemu Windows pod Linuksem wydaje się być lepszym rozwiązaniem niż przepisywanie kodu gier i programów tak, aby były w pełni natywne i wykorzystywały tylko linuksowe biblioteki.”

    Taaaa, czyli “niech społeczność zajmie się dopracowaniem WinAPI, bo nam nie chciało się na początku i nadal nie chce się tak dobrać technologii, aby całość była wieloplatformowa…”. Ciekawe, że wielu małych developerów jakoś nie ma z tym, ani z opłacalnością problemu, bo od początku piszą z założeniem, że produkt będzie dostępny na wielu platformach. ;)

    • Krystian Juskowiak

      Z id był ten problem, że oni na binarkach Linuksowych nie zarabiali, ani bodaj ich nawet nie supportowali. Po prostu oddelegowana osoba skleiła binarkę.

      Dlatego bardzo dziwię się im narzekaniom, że Linux się nie opłaca, skoro oficjalnie wersji Linuksowych nie sprzedawali, binarki Linuksowe były za darmo na ich FTP, a supportu i tak nie było. Świetny model biznesowy, no nie?

      Wine natomiast siłą rzeczy nigdy nie będzie kompatybilne w pełni, a jak już by było – to MS już znalazłby patenty na pogrążenie projektu. Ostatecznie to odtwarzanie ich API, innymi metodami co prawda, ale dobieranie się do API w ten czy inny sposób, a więc tworzenie Windows poza Windows.

    • Model biznesowy id Software nie był taki zły. Wystawiali kod źródłowy i binarki do samego silnika gry. Oczywiście żeby w nią zagrać trzeba było posiadać całą resztę, czyli dane samej gry. Jeżeli użytkownik Linuksa chciał pograć, to i tak musiał kupić grę, żeby mieć pliki z danymi, dzięki którym silnik przestawał być tylko silnikiem. Akurat ten model wydaje się być całkiem logiczny. Nie wiem jak było ze wsparciem, ale pamiętam, że parę wersji tego silnika wyszło, więc coś tam poprawiali. ;)

    • Krystian Juskowiak

      Tak, to o czym mówisz, to masz rację. Raczej chodzi o to, że Carmac strasznie dziwił się Valve, że V nastawia się tak na gry, chcą na nich zarabiać, a id było na tym rynku (Linuksa) już wcześniej i wiedzą, że “to się nie opłaca”. Ale jak miało opłacać, skoro oni Linuksowych wersji nie sprzedawali, bo aby pograć natywnie, trzeba i tak było zakupić wersję Windowsową.

  • lolo

    Wine to szkodnik…

    • Krystian Juskowiak

      Bez którego miałbym w pracy przekichane, bo czasem najlepszym wyjściem jest odpalić plik klienta w Viewerkach od Microsoftu (pakietu Office), gdyż pliki z końcówką “x” potrafią się w Libre rozjechać. Oczywiście te darmowe viewerki pakietu MS Office są na Windows, więc uruchamiam je pod Wine (gdzie działają bezproblemowo).

      Powiedzmy sobie wprost – większość z nas próbuje się męczyć z Wine, aby wyrównać sobie jakoś bilans oprogramowania po przejściu na Linuksa.

  • ali

    Mnie zastanawia, kiedy w końcu ukończą Wine tak, żeby było w 99% kompatybilne z oryginalnym WinAPI. Jak im się to uda(a kiedyś to nastąpi na pewno)to może być ciekawie. :)

    • Krystian Juskowiak

      Nie, bo wtedy Windows musiałby stanąć w miejscu, a tak ciągle się rozwija, zatem są jakieś zmiany. Z tego też powodu ReactOS raczej nigdy nie będzie w pełni kompatybilny, bo dobiją do jednego kamienia milowego, to w międzyczasie wyjdą nowe Windows.

    • ali

      Zmiany są, ale nie “milowe”(jak system był beznadziejny i mulasty w 95 tak dalej jest w wersji 8 bo ciągle jego wnętrze jest TAK SAMO/BARDZO PODOBNIE zbudowane, i to się nie zmieni), a poza tym twórcy Wine nie śpią i też dostosowują i dodają nowości np. .NET. To, że kiedyś Wine będzie wstanie uruchamiać blisko 100% programów na Windowsa uważam niemalże za pewne. No chyba, że nastąpi jakaś rewolucja, spowodowana “siłami trzecimi”- np. wypuszczenie komputerów kwantowych.

    • Krystian Juskowiak

      Dojście twórcom Wine do wersji 1.0 zajęło bodaj 15 o ile pamiętam dobrze, zatem cudów bym się nie spodziewał. Chyba, że chce się Tobie czekać kolejne 15 lat ;-)

    • ali

      Dobra, może być kolejne 15 lat grunt żeby im się udało :)

    • Jakub Konieczny

      Numerek 1.0 nic nie znaczy, tylko tyle że twórcy stwierdzili że w końcu święty czas. IMO nic to nie zmieniło.

    • Krystian Juskowiak

      Oczywiście, zgodzę się z tym. Raczej chodzi tu o samą ideę – jeśli 15 lat, twórcy musieli pracować na w ich mniemaniu zasłużoną wersję 1.0 i nadal jest to co najwyżej ciekawostka do walki z oprogramowaniem Windows, to ile lat trzeba będzie czekać na wersję 2 lub w miarę stabilne odtworzenie API Windows.

    • Hussar

      Krystian – sam sobie zaprzeczasz. Najpierw przyznajesz rację, że numerek nic nie znaczy, a potem znowu idziesz w to, co napisałeś wcześniej. Te 1.0 znaczyło dokładnie nic i pomysł ze zrobieniem 1.0 to im dość nagle wypadł, bo z tego co pamiętam, dalej mieli ciągnąć 0.9.
      Ale w końcu rozumiem ludzi od Firefoksa i Chrome. Kiedyś Ff był ciągle wydawany z malutkimi cyferkami, ale zmiany poniędzy 1 1 1.5 były większe niż dziś pomiędzy kilkoma pełnymi numerkami. Ale skoro nawet gość, który ma jakąś tam orientację przygaduje o numerkach, to co ma zrobić zwykły zjadacz buły? Zawsze wybrałby Chrome ze względu na numerek 79, niż Firefoksa z numerkiem 1.9, nawet gdyby możliwości były takie same jak wersji 187. Projekci Wine powinni żałować, że wydanie 0.2 nie zostało od razu wypuszczone jako 1.0 – przynajmniej internetowe Trolle nie czepiałyby się tak bardzo. Teraz też rozumiem spadek popularności Internet Explorera. To wcale nie dzięki technicznie lepszym Firefoksom i Chromom, tylko tamte już mają numerację 3x, a Explorer dopiero 12.
      Już wiem jak wypromować aplikację w AppStore. :D Zrobię w Paincie obrazek office-like i nazwę to SuperOffice 2023 – Microsoft dogoni mnie dopiero za 8 lat, a ja za 11 minut pracy zgarnę miliony.

    • Hussar

      Linux też nie zdobędzie rynku (te serwery tościema), bo po tylu latach ma dopiero wersję 4, a Windows już 20 lat temu miał wersję 95. Napiszę maila do Linusa, już wiem jak zagarnąć rynek desktopów.

  • pavbaranov

    Od kiedy to VirtualBox jest emulatorem?

    • ali

      A nie jest? Nie emuluje biosu, NIC, karty graficznej, dysku itd?

    • marcinsud

      Oczywiście, że nie.

    • ali

      Aha to, kto/co to robi za niego?

    • Hussar

      Komputer. A e-maila to wysyłasz Ty, czy komputer? Szach-mat trolle.