Slackware posiada opinię dystrybucji konserwatywnej, która w przeciwieństwie do innych nie chłonie nowości, jak gąbka. W rozwojowej gałęzi nazywanej current, do której trafiają nowości, nie znajdziemy na razie ani PulseAudio ani systemd.

Myliłby się jednak ten, kto posądzałby Slackware o przypadłość, która trapi Debiana, gdzie nawet najnowsza wersja wyposażona jest w pakiety dość leciwe (mierząc miarą tempa zmian projektów Open Source), jak choćby Xfce 4.8 czy GNOME 3.4.

Oczywiście znający temat stwierdzą, że Slackware od lat nie posiada środowiska GNOME w swoim zestawie, ale wynika to z zasady KISS, której Slackware, a właściwie lider dystrybucji Patrick Volkerding pozostaje wierny. Polega ona na utrzymaniu prostoty konfiguracji i obsługi systemu. Z podobnego powodu nie ma tam wspomnianego PulseAudio czy systemd. Bo po co dodatkowo obciążać system czymś, bez czego wszystko działa i sprawuje się nieraz lepiej niż z takim nowoczesnym ulepszeniem, jak choćby Skype, który w obecności PulseAudio znacznie gorzej radzi sobie z dźwiękiem.

Rzeczy ważkie jednak trafiają do Slackware w tempie odpowiednim, a nawet zbyt szybkim, jak wyraził swoje podejrzenia jeden z blogerów po tym, gdy w połowie kwietnia trafił tam kompilator GCC 4.8.

Odpowiedź przyszła kilka dni później. W komentarzach gałęzi current Patrick wyjaśnił, że nie napotkał żadnych problemów z użyciem GCC 4.8 i nie widzi powodu do niepokoju.

Można postawić tezę, że Slackware prezentuje konserwatyzm rozsądny i wyważony. Może jednak on być wystawiony na próbę przez coraz większą zależność oprogramowania od systemd, co niektórzy nazywają wręcz praktykami monopolistycznymi.

Na marginesie można powiedzieć, że to cud, iż istnieją jeszcze dystrybucje, które obywają się bez systemd. Ostatnio “padła” jedna z nich – Fuduntu. Projekt ten działał bez użycia systemd, ale powszechna zależność od niego innych aplikacji sprawiła, że dystrybucji zabrakło mocy na dostosowanie swoich komponentów do jego potrzeb.

Wracając do Slackware, w niedawnym wywiadzie Patrick stwierdził, że podoba mu się idea szybszego startu systemu, jednak kontrola jaką się ma nad uruchamianiem usług za pomocą klasycznych skryptów też nie jest bez znaczenia, tym bardziej że systemu nie restartuje się przecież kilka razy w ciągu dnia. Pomysł, żeby systemd odpowiadał za uruchamianie usług, montowanie dysków i inne rzeczy jest sprzeczny z filozofią Unix, która mówi: rób jedną rzecz i rób ją dobrze.

Niewykluczone, że Slackware w końcu stanie przed perspektywą przejścia na systemd lub samodzielnego dbania o rozwój udev (tj. mechanizmu dynamicznej alokacji tzw. plików urządzeń), którego rolę obecnie przejmuje systemd. Być może z pomocą przyjdzie Projekt Eudev – fork udev, stworzony przez deweloperów Gentoo, także niezadowolonych z coraz bardziej posuniętej dominacji systemd. Na razie jednak Slackware ma się dobrze bez systemd i stanowi alternatywę dla użytkowników, zrażonych zbytnią postępowością innych dystrybucji, która – nie ma co ukrywać – często rzutuje negatywnie na wydajność i stabilność systemu.