Zapraszam Was do drugiej części podsumowania minionego roku, w którym specjalnie dla Was wyłoniliśmy dwadzieścia, naszym zdaniem, najciekawszych gier wydanych w ostatnich dwunastu miesiącach. Tym razem znaleźliśmy coś dla fanów strategii, postsowieckich klimatów, hektolitrów krwi i zapachu prochu. Pakujcie się do naszego wehikułu czasu, brutale!

Europa Universalis IV

Europa Universalis IV

Kiedyś, w recenzji którejś z gier produkcji Paradox Interactive napisałem – […] ta gra mogła by robić za podręcznik w szkole średniej […] – i tym komplementem możemy obdarzyć niemal każde ich dzieło. Perfekcjonizm szwedów z dbałością o każdy szczegół, trzymanie się za wszelką cenę faktów jest niezwykłe i sprawia, że ich strategia to nie tylko gra wideo, ale również potężna baza informacji i swojego rodzaju kronika. Fabuła budowana była w oparciu o solidne fundamenty historyczne, w bazie figuruje około czterech tysięcy nazwisk prawdziwych przywódców Państw i całe tysiące członków rodzin królewskich. Jednak w odróżnieniu od historii zapisanej na kartach ksiąg, w “Europa Universalis” możemy zmienić jej bieg na swoją korzyść.

Na czwartą część sagi czekaliśmy ponad sześć, ale było warto. Twórcy wysłuchali życzeń graczy, uprościli interfejs i rozszerzyli nasze możliwości w rozbudowanej już dość mocno grze. Wachlarz Państw jakimi przyjdzie nam rządzić obejmuje nie tylko Stary Kontynent ale cały glob (250 nacji), na dodatek na przestrzeni czterech wieków!

Jak wspomniałem, rozgrywka jest dość skomplikowana. Napływ obowiązków może przerazić niejednego gracza, gdyż w rękach mamy los całego naszego kraju, pod wszystkimi względem – począwszy od ustroju, handlu, gospodarki, struktury i klas społecznych a na badaniach naukowych, polityce zagranicznej i militariach kończąc. Gdyby tego było mało, społeczeństwo wywiera na nas presję na podbój i kolonizację nowych terenów. Nic więc dziwnego, że w większości rankingów i recenzji ocena gry oscyluje wokół dziewięciu punktów na dziesięć możliwych.

Metro: Last Light

Metro: Last Light

Akcja tej strzelanki dzieje się w roku 2034, w zrujnowanej Moskwie. Gra ocieka dusznym klimatem i jest prawdopodobnie jednym z najlepszych przedstawień postapokaliptycznego świata. To jeden z elementów, który przyniósł grze sławę. Drugim jest niesamowita grafika i wysokie wymagania sprzętowe. Tegoroczne Metro prawdopodobnie bije pod tym względem każdą inną grę wydaną na Linuksa. Autorski 4A Engine spopularyzował tesselację w grach wideo i obsługuję ogromną liczbę innych efektów. Zainteresowanych samym silnikiem odsyłam do podsumowania na stronie geforce.com.

Ciekawostką jest fakt, że do ukazania się gry mogło w ogóle nie dojść. Pierwotny wydawca, THQ, zbankrutował w zeszłym roku, a deweloperzy pracowali w trudnych warunkach. Dochodziło nawet do przerw w dostawach prądu i ogrzewania. Szczęśliwie, prawa do gry kupiło Deep Silver i dało 4A Games szansę na skończenie gry. Ta okazała się równie imponująca jak „zachodnie” gry z dziesięciokrotnie wyższym budżetem.

Hotline: Miami

Hotline: Miami

Gra wyglądająca jak opracowana w latach 80-tych wydana w 2013 roku? Hotline Miami nie tylko udowadnia, że to może się udać, ale pokazuje, że dobra mechanika gier jest ponadczasowa. Bohaterami gry, niedostępnymi jednocześnie, są dwaj płatni zabójcy. Protagonista ma odebrać telefon z zamówieniem, a następnie je wykonać. To sprowadza się do jednego: zamordować wszystkich przeciwników na danym poziomie.

Widoczna z góry rozgrywka opiera się niemal wyłącznie na rozbijaniu głów, podcinaniu gardeł czy wyłupywaniu oczu. Choć z punktu widzenia przypadkowego obserwatora wygląda to niemal jak grupy przypadkowych pikseli, co pewnie uchroniło Hotline Miami od wywołania skandalu, to dla gracza staje się to znaczącym przeżyciem. Nie ma znaczenia nierealistyczna grafika, zagłębienie w rozgrywkę może być niesamowicie wysokie. Pomaga w tym hipnotyczna muzyka i to co było mocną stroną dawnych gier, czyli proste sterowanie i jednocześnie znaczny poziom trudności. Gracz nie ma czasu na rozmyślanie, musi mordować i podbijać liczbę zdobytych punktów.

W Hotline Miami trudno doszukiwać się głębokiej fabuły. Ale nie tylko świetny styl graficzny retro, dobra mechanika i doskonała muzyka sprawia, że jest ono wyjątkowe. Twórcy gry zwrócili uwagę na problem współczesnych tytułów, gdzie zabijanie stało się celem samo w sobie, a gracz pozbawiony jest konieczności dokonywania wyborów moralnych.

Serious Sam 3: BFE

Serious Sam 3: BFE

Poważny Sam był jedną z pierwszych jaskółek zwiastujących rewolucję rynku gier na Linuksa. W 2012 roku twórcy zamieścili zrzut ekranu z gry z graffiti na ścianie przedstawiającym Tuksa i zapowiedzieli, że gra czeka tylko na premierę Steama na Linuksa. Niedługo później spełnili swoją obietnicę, a tytuł wraz z Team Fortress 2 wydanym przez Valve zadebiutował w becie linuksowej wersji klienta Steam.

Seria pierwszoosobowych strzelanek Serious Sam opiera się na odejściu od koncepcji realistycznej rozgrywki i wprowadzeniu, wbrew tytułowi, sporej dawki humoru. Protagonista walczący z kamikaze krzyczącymi mimo braku głów, z przeciwnikami wielkości budynku i statkami kosmicznymi? To jest właśnie Serious Sam 3. W arsenale gracza nie zabrakło nawet ogromnej armaty strzelającej jeszcze większymi kulami. Gdzie “Serious” Sam Stone trzyma całe swoje uzbrojenie? Według pomocy technicznej: w kieszeniach. Gra początkowo została przyjęta nieco chłodno z uwagi na pierwsze, powoli rozkręcające się poziomy. Na szczęście od momentu dorwania dwururki akcja nabiera tempa i dostarcza wiele satysfakcji. A tę można zwielokrotnić grając w tryb wieloosobowy (kooperacja lub kontra w kilku odmianach): do 16 osób przez Internet, lub do 4 osób na jednym komputerze z podzielonym ekranem. W drugim przypadku można wykorzystywać nie tylko gamepady ale i kilka klawiatur oraz myszy.

Warty zauważenia jest fakt, że twórcy usprawniają grę po premierze. Ta dostała wsparcie Warsztatu Steam, poprawki wydajności, przebudowane wsparcie kontrolerów czy etapy zmodyfikowane na czas świąt. Deweloperzy nawet co kilka dni wydają łatki do otwartych betatestów. Mają też zaufanie dla graczy, co przejawia się szerokimi możliwościami konfiguracji gry: 60 opcji graficznych znajduje się w samym menu, kolejne kilkaset jest dostępne przez konsolę gry. Takie podejście jest dziś już niemal niespotykane.

Shadowrun: Returns

Shadowrun: Returns

Witajcie w Shadowrun – rozbudowanym uniwersum, w którym technologia spotyka magię. Tak w skrócie można przedstawić świat gry, ale byłoby to zbyt duże uproszczenie. Aby dokładnie opisać co i jak się działo należałoby napisać osobny artykuł (prawdziwi znawcy nawet cała serię daliby radę z tego utworzyć). W skrócie jednak w znanym nam świecie po roku 2011 nie nastąpił koniec świata znany z filmów (tych gdzie amerykanie zawsze przeżywają/ratują resztę narodów), a wejście do tzw. Szóstego świata, w którym magia od nowa zaczęła działać (wydarzenie to zostało nazwane Przebudzeniem). Wkrótce potem Indianie zaczynają używać swojej pradawnej magi (co pozwoliło, im na założenie własnego państwa), a na świecie zaczęło się rodzić coraz więcej dzieci o kształtach innych od ludzkich; początkowo marginalne zjawisko z czasem rozprzestrzeniło się do tego stopnia, iż nieludzie zaczęli stanowić kilkanaście procent ziemskiej populacji, a ich ilość ciągle rosła. Później nieludzi podzielono na elfy, krasnoludów, orków i trole. W międzyczasie doszło do kilku wojen (w tym na tle rasowym), które zmieniły mapę polityczną, przez świat przetoczyła się epidemia wirusa VITAS, powstała Matryca (taki następca znanego nam Internetu), pierwsze wszczepy, modyfikacje genetyczne, a korporacje dzięki kilku ustawom zyskały naprawdę swobodną rękę w „obronie swoich interesów”.

Wróćmy jednak do Shadowrun Returns, czyli kolejnej próby przeniesienia na ekrany monitorów owego papierowego RPG. Akcja rozgrywa się w 2054 roku w Seattle (my w tym czasie mieliśmy własne przygody z Rosjanami i syndykatem katowickim) i nie jest, to schyłek uniwersum (obecnie historia Shadowruna sięga do lat 70-tych XXI wieku). Całość została ujęta w izometrycznym widoku z grafiką stylizowaną na ręcznie rysowaną i dość mocno nawiązuje do gier RPG z lat 90-tych. W grze kierujemy grupą tytułowych shadowrunnerów – najemników, którzy za odpowiednio dużą nagrodę podejmą się każdego zadania. Przygoda rozgrywa się w czasie rzeczywistym, ale gdy dochodzi do walki, całość przełącza się w tury. W obecnej domyślnej kampanii musimy rozwiązać zagadkę śmierci naszego przyjaciela. Należy jednak tą kampanie traktować jako swego rodzaju szablon przygody, gdyż do gry dołączony jest edytor (już teraz można ze Steam Workshop pobrać pierwsze kampanie moderów), a sama kampania została skrytykowana za zbyt dużą liniowość. W drodze jest właściwa kampania dla Shadowrun Returns o nazwie Dragonfall, której akcja ma się rozgrywać na terenie Berlina (kampania będzie sprzedawana w formie DLC).

  • Serious Sam 3! Najlepsza gra, z tych otwierających Steam na Linuksa ;)

  • Karol Majcherczyk

    EU4 i CK2 rulez ;) jeszcze by się przydał WarThunder i mogę Windowsa z dysku wyrzucić :P

    • suore

      dla mnie Word of Tanks i minimum Bioshock 2 lub Infiniti :>

    • mentorious

      Z Bioshock’a ostatniego był bardziej film niż gra, ale miał swój klimat :) Dorzuciłbym jeszcze do tego Last of us, gdyby chodziło o gry na Windows a nie Linuksa ;)

    • Karol Majcherczyk

      WoT dla mnie się skończył już… WT jest sporo lepszą grą, mają lepszą optymalizacje i nie mają pasków życia(tfu) ;) właśnie zaczeła się closed beta czołgów i z relacji wynika że momentami ich beta jest już lepsza od WoTa

    • suore

      Nie grałem w bete WT, bo mnie na nią nie stać :>

  • M.C.

    Hotline Miami najlepsze :P

    • Lohanni

      Monaco również, świetne gry.

  • Pingback: TOP 20 gier na Linuksa 2013 roku cz.1 › •• Penguin Gamers •• Gramy na Linuksie!()

  • Pingback: TOP 20 gier na Linuksa 2013 roku cz.3 › •• Penguin Gamers •• Gramy na Linuksie!()