Wakacyjna Wyprzedaż 2014: Linuksowe gry do 80% taniej

Wakacyjna Wyprzedaż 2014: Linuksowe gry do 80% taniej

przez -
18 748
Steam
W związku z rozpoczynającymi się wakacjami, firma Valve rozpoczęła na platformie SteamWakacyjną Wyprzedaż 2014. Cała akcja potrwa do końca miesiąca, a obniżki objęły kilkadziesiąt tytułów. Jeśli czekaliście na odpowiedni moment aby uzupełnić kolekcję gier, nie zwlekajcie i czym prędzej sięgnijcie po karty kredytowe. Podobnie jak w przypadku poprzednich kwartalnych wyprzedaży, przygotowano dwa warianty: oferty dnia, zmieniające się co dobę o godzinie 19:00 i oferty błyskawiczne, aktualizowane co osiem godzin – codziennie o 3:00, 11:00 i 19:00 czasu polskiego.

Organizatorzy przygotowali również niespodziankę o nazwie Wakacyjna Przygoda. Biorąc udział w promocji i głosując na tytuły, które mają znaleźć się jako następne w błyskawicznej ofercie, zdobywamy wirtualne karty, w ilości zależnej od naszego udziału w akcji. Po uzbieraniu dziesięciu kart możemy wymienić je na okolicznościowe upominki – przedmioty z gier, emotki, tła profili czy profilowe odznaki.

Ponadto, każdy z uczestników promocji zostaje przydzielony losowo do jednej z pięciu drużyn, których zadaniem jest zebranie jak największej ilości punktów za aktywność w konkursie. W efekcie, pod koniec każdego dnia, część członków grupy mającej na koncie najwięcej punktów otrzymuje w prezencie trzy gry ze swojej listy życzeń. Więcej informacji na temat reguły gry znajdziecie w oficjalnym FAQ.

W dzisiejszym zestawie spośród natywnych gier znajdziemy niedawno przeniesioną na Linuksa strzelaninę Sanctum 2 i galaktyczną strategię Planetary Annihilation.

  • Jakub Konieczny

    Sanctum 2 jest bugowany i brak muliplayera.
    Czekam na przecenę Rust i jakoś nie widać, będę musiał zadowolić się jedynie Amnesią.

  • gość

    Jak instalujecie zamknięte gry na Linuksa, proszę wpiszcie po prostu poniżej swoje IP, hasło roota i listę otwartych portów. Albo od razu puśćcie sobie serwer ssh.
    X’y nie dają żadnej separacji programów,bo nie do tego służą. Jedyną gwarancją bezpieczeństwa są otwarte źródła i sprawdzone repozytoria. Zamkniętoźródłowa gra zrobi Wam tak dobrze, że hasła do banku będą latały byle gdzie po sieci.
    Lepiej wspierać projekty, które się otworzą. Jest ich kilka, w tym z tego, co wiem dwa nawet mają single player.

    Zamknięte gry na Pingwina należy traktować jako trojan. Więc podziękujmy za gry na Linuksa, które służą do robienia z tego systemu Windowsów, i po prostu użyjmy Windowsa! Taki sam efekt, a nawet lepszy, bo pod Windows programy są najczęściej zamknięte i jest separacja na średnim poziomie, a zamknięta gra pod Linuksa to jawne pokazanie, że się ma coś do ukrycia.

    • Cambini

      p { margin-bottom: 0.25cm; line-height: 120%; }

      Nie dramatyzuj tak,
      nie będzie aż tak źle. O ile pamiętam to była taka sytuacja że
      ktoś coś zaszył w otwarto źródłowym kodzie i nikt tego nie
      zauważył, albo zauważył po jakimś czasie, kiedy już ludzie z
      tego korzystali. Nie pamiętam czy to były źródła systemu
      operacyjnego, freebsd lub linuxa, czy to coś ze źródłami kernela,
      w końcu był jakiś atak na stronę z kernelami i wszystko
      przywracali z kopii w obawie o podmianę kodu bodajże. Wiec nie ma
      się co martwić na zapas, nigdzie nie jest bezpiecznie, zawsze ktoś
      znajdzie jakiś sposób na złamanie czegoś. Olej to i idź sobie
      pograć na linuxie, bo już jest w co.

    • Krystian Juskowiak

      Kiedyś był za czasów Gnome2 motyw w postaci paczki deb, w której autor zaszył jakiegoś psikusa (ostatecznie sam zatwierdzasz instakację paczki, czyż nie). Szybko jednak wyszło to na wierzch.

    • gość

      Zapewne Ubuntu: Ubuntu dla łatwości instalowania nowych programów trochę się zagalopowali pozwalając na mniej pewne repozytoria (PPA). I często użytkownicy instalowali paczki z repo “krzak”, których źródeł nie sprawdzano a często nie łatano. Więc powstały różne “jaja”, pamiętam właśnie aferę, gdzie nierozwijany pakiet dla nowej wersji Ubuntu został przejęty (wraz z usuniętym repo) i ktoś coś w nim mieszał. Całe szczęście był to chyba sterownik do jakiejś rzadkiej karty Intela, więc niewielu się złapało.

    • Krystian Juskowiak

      Wyjście na ulicę grozi potrąceniem przez samochód, praca wypadkiem, mycie okna wypadnięciem, nieostrożne zalewanie kawy poparzeniem, wchodzenie na drabinę upadkiem, grzebanie w środku komputera przez nieobeznaną osobę usterką i tak dalej.

      Przy okazji proponuję przestać przeglądać internet – przecież Twój provider i tak zna każdą stronę na którą wchodzisz, przestać również telefonować i wysyłać SMS, bo one też wyrywkowo są rejestrowane przez operatora.

      Proponuję Ci też przejść na BSD i przy okazji nie daj się zwariować ;)

    • gość

      Jeżeli ktoś twierdzi, że nie ma nic do ukrycia to niech po prostu poniżej rzuci swoim loginem i hasłem do banku internetowego, albo niech wystawi konto z dostępem ro na swój dysk :).

      Sprawa wygląda tak, że w Windows, gdzie wiadomo jaka jest separacja, można sobie zainstalować jakiś monitor procesów i to da troszkę więcej bezpieczeństwa. Ogólnie zapyta i ostrzeże jak się samo wypakuje archiwum i wykona z niego plik, na bardziej skomplikowane ataki i tak nie zadziała. W przypadku Linuksa nikt nie widzi problemu, bo “otwartość to załatwia”, przy czym tej otwartości właśnie ukręcamy łeb.
      Nie piszę, że jest prywatność, bo sprzęt produkowany/projektowany w USA, z układami, których struktury nie wolno znać bo “własność intelektualna”, z pewnością zawiera co najmniej kilkadziesiąt luk. Ale aby zmniejszyć ilość możliwych atakujących powinno się cokolwiek robić zamiast instalować sobie trojany i udawać że jest dobrze.

    • Krystian Juskowiak

      Oznacza to jednakże jedno – musimy zawrócić Linuksa z kierunku komercja (choć tu uderza Ubuntu, ale to rezonuje na Linuksa ogólnie), a obrać znów kierunek nisza desktopowa (niczym *BSD). Przy czym znowu znajdziemy się na etapie – “o zajebi***e, że jakaś firma nas użytkowników dostrzegła i łaskawie wydała w ogóle swój soft”.

      Nie uniknie się zamkniętego softu – ogólnie używam Linuksa od lat, jednak całkowicie rozumiem pochody chęci chronienia własności intelektualnej (w postaci zamkniętego kodu. Niekoniecznie przez furtki, ale by nikt kodu nie tykał ani nie forkował).

    • gość

      Akurat jeżeli ktoś ma konto na Facebooku nie można mówić, że chroni prywatność chyba, że ma bardzo mocno spersonalizowaną przeglądarkę :).

      Dość dobrze ma rozwiązaną sytuację Debian: Metoda “TAK, ALE”. Chcesz non-free, to sobie dopisz do sources.list. I wiadomo, dopisałeś sobie coś do sources.list, to zwiększa się prawdopodobieństwo kłopotów z bezpieczeństwem, bo nie wiadomo co odpalasz.
      Ja wiem, że Linuksa tworzą programiści, a oni wolą mieć do wszystkiego edytor na poziomie emacs’a, a nie kilkalne GUI, co z pewnością nie przyciąga użytkowników. Ale patrząc na rozwój takiego np. GIMPa można zauważyć, że to się będzie powoli zmieniać.

    • Jakub Konieczny

      Ogarnij się. Bez pomocy producentów sprzętu na cholerę nam np. lepsze karty graficzne? Wolni programiści bez pomocy nie napiszą sterowników. A co napędza zainteresowanie i wsparcie platformy? Gry i programy. Czemu ludzie zostają na Windowsie? Bo tam są gry.
      Jak tak bardzo ci to przeszkadza napisz własny wolny system i męcz się z driverem do grafiki żeby tekst wypisać.
      Sorry, ale wolę zainstalować sobie zamknięte sterowniki i pograć w zamknięte gry, niż na otwartych sterownikach oglądać klatkujące otwarte gry.

    • gość

      Widziałem kilkanaście prób napisania od zera sensownego systemu, i pomimo niezłego wsparcia społeczności ogólnie problemy są następujące:
      1. System ma słabą świadomość wśród użytkowników – używa go całe 50 osób i co gorsza uważają się za guru, nie chcą propagować wiedzy o systemie.
      2. System ma specyficzne wymagania – Linux niestety również ma, jest kilka gałęzi sprzętu, z którymi Linux sobie niezbyt dobrze radzi, ale tutaj sprawy poszły bardzo do przosu, najczęściej dzięki właśnie otwartemu softowi – patrz Sane, sterowniki CUPS, ALSA.
      3. Portatywnośc programów – programów otwartych, bo poza specjalistycznymi dziedzinami często one wystarczą. Jak to mówił twórca AbiWorda o Haiku, bo nie pamiętam dosłownie? :)
      4. System oferuje wyjątkowo duże możliwości, lecz jest systemem dla myślących – okazuje się, że coraz częściej system musi być dla debili. I nie chodzi mi tu o ewolucję większości środowisk X’owych, a programowania – warstwa abstrakcji na warstwie abstrakcji obciążają system i żrą zasoby, i potem jak się uruchomi więcej programów wszystko zamula. Są systemy, które tego nie mają – ale one wymagają myślenia od programisty. Kołacze mi się nazwa Kolibri OS, programowało się go w kodzie maszynowym, i był to system na poziomie Linuksa z LXDE wchodzący na dyskietkę i działający z 8..16MB RAM. Gdyby tak pisano programy dla Linuksa, system ten robiłby z peceta rakietę i byłby oprogramowaniem na poziomie killer-app’a.

    • Jakub Konieczny

      Jak widzisz wsparcie producentów jest potrzebne, a wymagając pełnej otwartości go nie uzyskasz. A spędzać tygodnie nad konfiguracją OSu do wyświetlenia okienka i odworzenia dźwięku nie każdy ma czas. Zamykanie się na otwartość (co za paradoks) jest głupie i nieopłacalne dla nikogo.

    • gość

      Prawidłowe podejście:
      1. To co zrobił Debian – separacja.
      ORAZ
      2. Wprowadzenie jakiegokolwiek czynnika bezpieczeństwa do systemu graficznego. Coś co nie jest wirtualizacją drugiego Linuksa w VM, bo niektórych “programistów” na to stać a użytkowników na kilka procesorów już nie stać :). X’y były dobre na mainframe, gdzie naukowiec naukowcowi rzadko podglądał wykresy.