Fedora to dystrybucja znana każdemu użytkownikowi systemu Linux. Jest on porównywana do Mercedesa wśród samochodów – solidna i elegancka. Duża społeczność i renoma firmy Red Hat pozwoliły jej wejść przebojem na pulpity i częściowo na serwery. Ostatnio można jednak odnieść wrażenie, że zaczynają się drobne problemy, i jeśli wyjdzie z nich cało, to raczej utraci wiele ze swojego fenomenu.

Fedora to nazwa znana każdemu użytkownikowi systemu Linux. Marka znana wśród dystrybucji, jak Mercedes wśród samochodów – solidny i elegancki. O jej pozycji świadczy ilość użytkowników, pozycja w serwisie Distrowatch, czy choćby słowa samego Linusa Torvaldsa, który niegdyś w wywiadzie stwierdził, że używa tego właśnie systemu. Duża społeczność i renoma firmy Red Hat, która od lat dystrybucję wspiera, nadały Fedorze solidny pęd, który pozwolił jej wejść przebojem na pulpity niejednego użytkownika i na serwery w niejednej instytucji. Ostatnio można jednak odnieść wrażenie, że rozpędzona dystrybucja weszła w ostry zakręt. Wiele wskazuje, że może mieć problemy z jego pokonaniem, a jeśli wyjdzie z tego cało, to raczej utraci wiele ze swojej poprzedniej prędkości.

Sprzeczność założeń

Na stronie domowej projektu czytamy, że:

Fedora jest szybkim, stabilnym systemem operacyjnym o dużych możliwościach przeznaczonym do codziennego użytku budowanym przez światową społeczność.

Cykl produkcyjny Fedory zakłada, wydawanie nowej wersji systemu mniej więcej co 6 miesięcy. Wsparcie dla starej wersji trwa jeszcze kolejne pół roku, po czym mija bezpowrotnie. To nieco mało jak na system do codziennego użytku, lecz byłoby to akceptowalne, gdyby system ten był istotnie stabilny. Tymczasem ilość problemów, które pojawiają się z każdym nowym wydaniem, przeczy tej tezie. Użytkownicy oczywiście dawno dostrzegli, że tekst ze strony projektu to czysta hipokryzja i twierdzą, że “Fedora od zawsze była polem testowym Red Hata. Nic nowego. Tylko głupiec instaluje ten system do normalnej pracy“. A skoro “Fedora nastawiona jest na wdrażanie nowych technologi, to trudno oczekiwać nie wiadomo jakiej stabilności“.

Sprawa społeczności, która niby Fedorę buduje także jest wątpliwa. Ostatnio na forum dyskusyjnym dystrybucji padło stwierdzenie, że Red Hat dyryguje dystrybucją zupełnie niezależnie od społeczności, a może nawet wbrew jej zdaniu (jak choćby promowanie GNOME 3 jako pulpitu Fedory). Można by na taką krytykę opuścić zasłonę milczenia, bo wiadomo że zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony, jednak ostatnie wydarzenia nie pozwalają tak łatwo pozbyć się wątpliwości.

Jaki model?

Użytkownicy, którzy śledzą proces wydawania wersji 18-ej systemu (Fedora 18 przełożona na 2013 rok) z niepokojem obserwowali kolejne opóźnienia testowej wersji Beta. Ostatecznie ukazała się z rekordowym, prawie dwumiesięcznym poślizgiem. Opóźnienie wzięło się z faktu forsowania nowej wersji instalatora Anakonda, który jest napisany praktycznie od nowa i ma poważne problemy z tworzeniem i odczytywaniem partycji. Można by zadać pytanie, po co w ogóle ustalać termin wydania wersji skoro i tak zazwyczaj jest on przekraczany? Na liście dyskusyjnej deweloperów dystrybucji lists.fedoraproject.org pojawiły się wątki o przekształceniu Fedory w tzw. rolling release model, czyli model rozwoju, który zakłada ciągłość dystrybucji, tak że w każdej chwili może ona być doprowadzona do najnowszej wersji poprzez aktualizację pakietów, zamiast konieczności reinstalacji całego systemu. Nie wydaje się jednak, żeby pomysł chwycił, w dyskusji padły jednak pewne sformułowania, które warto przytoczyć. Otóż jeden z pracowników Red Hata (sądząc po adresie e-mail), który jest także bardzo aktywnym uczestnikiem forum, wytknął deweloperom, to o czym użytkownicy wiedzą od dawna, a czego deweloperzy nie dostrzegają (być może dlatego, że nie czytają forum – co w dyskusjach jest często podkreślane). Mianowicie, stwierdził, że Fedora jest używalna jedynie dla pewnej grupy osób i na pewno nie poleciłby jej na system dla przysłowiowego wujka Boba. Do tego aktualizacja do nowej wersji dystrybucji ma 50% szans na wylecenie w powietrze, co na pewno nie czyni jej przekonywującym systemem ogólnego zastosowania.

Problemy, problemy…

Okazuje się, że wśród osób legitymujących się adresem e-mail z domeny redhat.com, nie jest to zdanie odosobnione. Niedawno nowa dyskusja rozgorzała na liście dyskusyjnej. Stwierdzono, że rekomendowanie Fedory jako środowiska deweloperskiego wśród kilku rozmówców, spotkało się z odmową, bo wprawdzie Fedora jest fajna, ale tak naprawdę to nie działa. Dobrym przykładem może być wprowadzenie systemd, menadżera uruchamiania systemu, który zastąpił SysVinit. Byłoby to do przełknięcia, gdyby nie fakt, że ta radykalna zmiana tak zaskoczyła niektórych, że w rozpaczliwych słowach pytali jak teraz mają zdalnie pracować z systemem, którego nie rozumieją, a który nie jest kompatybilny z poprzednikiem. Padło nawet stwierdzenie, że w taki sposób Fedora i Red Hat traci klientów.

Kolejny problem dotyczy zasad zarządzania tworzeniem pakietów. Jakiś czas temu spora liczba programów została pozostawiona bez opieki. Nie budziłoby by to zaniepokojenia, gdyby problem został od razu zażegnany. Jednak gorączkowa dyskusja, w której pojawił się nawet wątek za dużo biurokracji czy za mało zainteresowania, ujawniła, że system ma wady, a reguły decydujące o zasadach opieki na pakietami, są być może zbyt skomplikowane i uniemożliwiają skuteczne rozwiązywanie takich problemów.

Autor także ma wrażenie, że system jest coraz mniej dopracowany (szczególnie inne wersje niż domyślna z pulpitem GNOME). Np. najnowsza Fedora 18 Beta z Xfce nie chce się zainstalować z pendrive`a i jak na razie (mimo że wydanie finalne za pasem nic się nie zmieniło). Do tego niektóre aplikacje źle wyglądają w Xfce, gdyż nie są w stanie dopasować się do wybranej skórki, ale to sprawa mniejszego kalibru niż wcześniej wspomniane.

Jak widać coś jest na rzeczy. Być może konieczne są zmiany w polityce zarządzania projektem. Może trzeba zwolnić tempo wprowadzania nowości a ich ilość przekształcić w jakość? Na razie mamy bowiem sytuację, w której panuje niepisana umowa, że Fedora do poważnej pracy się nie nadaje, co może negatywnie wpływać na morale zarówno użytkowników jak i deweloperów, sprawiając że z wydania na wydanie będą dokładać coraz mniej starań, bo i tak wiadomo, że nie chodzi o jakość, a o nowości.

Tymczasem czekamy na kolejne finalne wydanie, które ma ukazać się z początkiem nowego roku. Miejmy nadzieję, że Fedora z zakrętu wyjdzie cało i zdrowo, gdyż mimo swoich wszystkich wad wnosi sporo innowacji do świata wolnego oprogramowania i nie byłoby dobrze gdyby zupełnie straciła swoje znaczenie.