Następny przystanek: Ubuntu 11.04

Następny przystanek: Ubuntu 11.04

przez -
40 835
Canonical Ubuntu

Jeszcze nie tak dawno, jak tydzień temu w życiu bym nie pomyślał o zamianie “ukochanego” Windows 7 na jakąkolwiek dystrybucję systemu Linux. Ha! Było to dla mnie coś zupełnie abstrakcyjnego! Jednakże po przeanalizowaniu wszystkich “za” i “przeciw” i presji wywieranej przez społeczność postanowiłem opuścić “ciemną stronę mocy”. Wiele wody w Wiśle upłynęło, zanim wybrałem odpowiednią dystrybucję. Krążyłem od Fedory do Debiana, a w międzyczasie pojawił się jeszcze nawet Red Hat. Ostatecznie jednak zdecydowałem się na Ubuntu 11.04.

Zapewne niejednemu (i być może niejednej) z Was krąży w tym momencie po głowie pytanie, czemu akurat Ubuntu. Odpowiedzią jest jedna, prosta przyczyna – innowacyjny graficzny interfejs użytkownika (Unity), duża popularność i wsparcie społeczności oraz przede wszystkim kompatybilność z naprawdę egzotycznym domowym sprzętem.

Ubuntu przekonało mnie do siebie przede wszystkim szybkością działania i wspomnianym wcześniej GUI. Unity bo o nim mowa, działa stabilnie, nie przeciąża zbytnio procesora oraz jest względnie intuicyjny. Właśnie –  względnie intuicyjny. Nie jest to moja pierwsza styczność z Linuksem, więc doskonale wiem, jak wygląda interfejs GNOME, który bardzo sobie cenię i który to właśnie jest intuicyjny. W Unity zniknęło wszystko to, do czego się przyzwyczaiłem w dystrybucjach ze “starym” interfejsem. Prawdę mówiąc, gdyby samozaparcie, już na początku porzuciłbym przygodę z Linuksem.

Unity samo w sobie tylko ładnie wygląda. Poruszanie się po spisie aplikacji woła o pomstę do nieba. By cokolwiek znaleźć, trzeba się nieźle naszukać, bądź użyć … wyszukiwarki. Zero podziału na kategorie tematyczne oprogramowania (może poza wyróżnieniem kategorii “Multimedia”). Zero jakiejkolwiek spójności.

Ogólnie rzecz biorąc, Unity robi dobrą minę do złej gry. W mojej ocenie interfejs wypada kompromitująco kiepsko. Mimo wszystko uważam jednak, że osoba, która nie miała wcześniej styczności z darmowym systemem operacyjnym opartym na otwartym kodzie, będzie bardzo zadowolona z Unity i sposobu jego działania. A przecież osób, które zaczynają eksperymentować przybywa w tempie porównywalnym do tempa wzrostu liczby ludności w Chinach.

Pierwszą czynnością jaką wykonałem, było uruchomienie Ubuntu z płyty LiveCD w celu skonfigurowania partycji i przemieszczenia plików z partycji NTFS na Ext4, by nie utracić żadnych danych. Następnie stworzyłem cztery partycje:

  1. Swap – rozmiar  512 MB
  2. Systemowa – rozmiar 100 GB
  3. Multimedia – rozmiar 100 GB
  4. /home – rozmiar 110 GB

Po przemieszczeniu plików została już tylko instalacja systemu. Za pierwszym podejściem system instalowałem z płyty, jednakże po przekroczeniu 3/4 postępu, instalator wyrzucał błąd o uszkodzeniu nośnika. Niewiele myśląc, stworzyłem LiveUSB, z którego instalacja ukończona została w przeciągu 15 minut. Sam proces instalacji Ubuntu jest bajecznie łatwy i nawet wspomniany wcześniej “świeżak” w tematyce Open Source i Linux będzie potrafił samodzielnie zainstalować system.

Zaraz po pierwszym uruchomieniu systemu spotkała mnie pierwsza “niespodzianka”. Mianowicie, system odmawiał mi dostępu do plików, które zachowane zostały w katalogu /home. Próbowałem kilku metod odzyskiwania uprawnień, lecz najskuteczniejszą okazała się być zmiana chmodów dla całej partycji.

Po instalacji najważniejszych pakietów (LibreOffice, programy do obsługi multimediów, czytnik PDF, Flash Player i inne) postanowiłem spróbować instalacji swojej drukarki marki Brother.

Okazało się, że do modelu który posiadam, producent nie udostępnił sterowników pod system Linux. Wiele czasu zajęło mi wymyślenie sposobu obejścia problemu, ale udało się za pierwszym podejściem. Owym obejściem była instalacja CUPS i SANE. Po odpowiednim skonfigurowaniu, obie aplikacje bezbłędnie radzą sobie zarówno z drukiem danych, jak i skanowaniem dokumentów. A teraz wyobraźcie sobie, co by się stało, gdyby producent zapomniał zaktualizować sterowniki do drukarki dla najnowszych systemów Windows… albo lepiej nie próbujcie, bo wasz śmiech może jeszcze kogoś przerazić.

Jeśli komputer Twój (bądź laptop) nie jest wykorzystywany jako konsola do gier, śmiało możesz zamienić powolny i niestabilny Windows na szybki, ładny i przyjazny użytkownikowi system Ubuntu. Jeśli jednak nadal nie jesteś przekonany, by zamienić ukochanego Windowsa na darmowego, w pełni otwartego w kodzie Linuksa, zainstaluj go równolegle do Windowsa i porównaj funkcje, które oferuje system okienkowy od Microsoftu, a jakie oferuje dowolna dystrybucja Linuksa.

Pierwszą i najbardziej zauważalną różnicą będzie ilość oprogramowania, które można bezpłatnie pobrać z repozytoriów. Producenci oprogramowania dla Windowsa najzwyczajniej w świecie każą sobie płacić. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wszystkie błędy i kruczki nie są naprawiane od razu, tylko wiszą i wiszą, i wiszą, i wiszą…

Podsumowując, system Linux to doskonała alternatywa dla wszechobecnego Windowsa i wszędobylskiego ramienia korporacji – monopolisty. Będąc w McDonald’s spostrzegłem arcyciekawą rzecz. Mianowicie, system informowania o aktualnym zapotrzebowaniu na konkretne danie opiera się na systemie Windows XP. Uruchamia się tragicznie długo i tragicznie wolno przywraca utracone dane i parametry.

Linux zaś już po 35 sekundach od przyciśnięcia klawisza włączającego komputer był gotowy do pracy (włączając w to pełne załadowanie pulpitu i wszystkich aplikacji będących w autostarcie. Spróbujcie uzyskać taki wynik w dowolnej, nowej (Vista, 7) jak i nieco starszej (XP) dystrybucji. Możliwe jest to jedynie przy czystym starcie.

Ku przestrodze – w celu uniknięcia skasowania danych przy instalacji Linuksa przez osoby niedoświadczone, radzę dokonać kopii zapasowej plików jeszcze z poziomu systemu Windows.