PortMyApps ułatwi przenoszenie aplikacji z Windows na Linuksa

PortMyApps ułatwi przenoszenie aplikacji z Windows na Linuksa

przez -
46 1391
PlayOnLinux

Twórcy aplikacji PlayOnLinux umożliwiającej uruchamianie gier z Windows na Linuksie, postanowili wyjść naprzeciw deweloperom zainteresowanym linuksowym rynkiem i rozpoczęli prace nad projektem PortMyApps. Narzędzie ma w łatwy i szybki, a przede wszystkim tani sposób, przygotować linuksowego klienta dowolnego programu stworzonego dla Windows, przy pomocy Wine.

Jak doskonale pewnie wiecie, Wine pozwala na instalację i uruchamianie wielu gier i programów z MS Windows w Linuksie, Solarisie, a nawet FreeBSD. Program tworzy na naszym dysku wirtualny rejestr, wirtualne partycje i inne kluczowe elementy niezbędne do poprawnego działania aplikacji napisanych na system Windows. W przeciwieństwie do Virtualbox nie jest to emulator, a implementacja WinAPI dla systemów uniksowych z serwerem X11. Jakość i wydajność gry uruchomionej z pomocą Wine dość często pozostawia wiele do życzenia, ale czasem jest to świetne rozwiązanie, aby nie rezygnować z ulubionych aplikacji, którym brak natywnej alternatywy.

PortMyApps przebywa w bardzo wczesnym stadium rozwoju i na chwilę obecną umożliwia analizę dotyczącą przeniesienia danego programu jedynie na Mac OS X. Wystarczy wybrać archiwum z programem (uwaga na limit do 50 megabajtów!), a pokrótce otrzymamy szczegółowy raport dotyczący procesu portowania naszej aplikacji. Z kolei proces ten, to nic innego jak przygotowanie paczki z odpowiednią wersją Wine i niezbędnymi bibliotekami, których wymaga dana aplikacja.

Później pozostaje tylko popracować nad stabilnością i voi’la – nasz program uruchamia się na Linuksie. Nie jest to pierwsze tego typu rozwiązanie, lecz jak najbardziej godne uwagi. Pomysłodawcy chcą jak najbardziej uprościć i przyśpieszyć przebieg “butelkowania” tak, aby deweloperzy niezaznajomieni z tematem mogli w stosunkowo krótkim czasie i z niewielkim nakładem finansowym obsługiwać również Linuksa.

John Carmack, współzałożyciel id Software stwierdził swego czasu, że udoskonalenie API systemu Windows pod Linuksem wydaje się być lepszym rozwiązaniem niż przepisywanie kodu gier i programów tak, aby były w pełni natywne i wykorzystywały tylko linuksowe biblioteki. Wraz z kolegami z zespołu potwierdził, że takie zabiegi są po prostu nieopłacalne. Jego zdanie podziela wielu innych deweloperów i boję się prorokować, ale możemy być w przyszłym roku świadkami istnego gradu butelek z Wine(m). Obyśmy tylko się nim nie zachłysnęli, tak jak premierą drugiej części Wiedźmina czy wątpliwym działaniem Limbo, gdy kilka tysięcy osób biorących udział w w akcji Humble Bundle musiało obejść się smakiem lub grać z utrudnieniami.

Wine nie jest i długo nie będzie stabilne, wciąż brakuje w nim wielu funkcji. I choć niejednokrotnie gry uruchomione w ten sposób mają lepszą wydajność od tych samych pod Windows, bardzo rzadko zdarza się, a żeby działały lepiej niż natywna produkcja. Tak więc póki co, wielu twórców gier wideo i oprogramowania przy dostarczaniu wsparcia systemom linuksowych musi balansować pomiędzy gwarancją wpływów i opłacalnością inwestycji, a jakością jaką doświadczą ich klienci.