Tags Posts tagged with "openoffice"

openoffice

przez -
7 2038
LibreOffice kontra OpenOffice.org

Summer of Code 2013 to program letnich praktyk dla studentów, którzy w jego ramach mogą poprawić działanie wielu otwartoźródłowych aplikacji, a także zarobić niemałą sumę pieniędzy i mocno zwiększyć atrakcyjność swojego CV. Wczoraj opublikowano listę zaakceptowanych projektów.

LibreOffice pobiło kolejny rekord osiągając poziom trzynastu wolnych miejscówek. OpenOffice, który startował w ramach grupy Apache, dostał (jeśli wzrok nie płata figli) tylko jedną miejscówkę. Z jedenastu zaproponowanych pomysłów wybrano obsługę protokołu CMIS – coś co LibreOffice posiada od wersji 4.0. I choć liczba ta nie oszałamia, należy zwrócić uwagę na fakt, że jest to pierwsza obecność OpenOffice’a w tym programie od 6 lat. Wcześniej, w 2008 r. został on po prostu odrzucony, a w kolejnych latach jego miejsce zastąpił fork Go-OpenOffice firmy Novell.

Historia projektów oraz liczba przyznanych wejściówek prezentuje się następująco:

  • 2013 – 1 projekt (OpenOffice)
  • 2013 – 13 projektów (LibreOffice)
  • 2012 – 9 projektów (LibreOffice)
  • 2011 – 7 projektów (LibreOffice)
  • 2010 – 6 projektów (jako Go-OO Novella)
  • 2009 – 4 projekty (jako Go-OO Novella)
  • 2008 – brak
  • 2007 – 11 projektów (OpenOffice.org)
  • 2006 – 6 projektów (OpenOffice.org)
  • 2005 – 5 projektów (OpenOffice.org)

Tegoroczne projekty LibreOffice to:

  • Andrzej Hunt – Implement Firebird SQL connector for LibreOffice Base
  • Artur Dryomov – Improved Android / Impress Remote Control
  • Cuong Cao Ngo – Extend support for Document Management Systems

Dodanie obsługi dysku sieciowego Google Drive w celu bezpośredniego zarządzania dokumentami. Zmiana ta obejmuje również możliwość ściągania nieściągalnych plików z Google Dokumenty i arkusze, które to jakiś czas temu zostały pozbawione obsługi formatu ODF.

  • Efe Gürkan YALAMAN – Implementing an about:config functionality

Redukcja złożonych elementów interfejsu poprzez przeniesienie wielu z nich do okna about:config:

  • Ivan Nicolae-Alexandru – Implementing Proper Table Styles in Writer
  • Krisztian Pinter – Use Widget Layout for the Start Center
  • LIU Siqi – Impress Remote Control for iOS
  • Minh Ngo – VLC integration into LibreOffice

Implementacja rozwiązania bazującego na bibliotece libvlc (od odtwarzacza VideloLAN VLC) w celu ujednolicenia mechanizmu obsługi mediów.

  • Prashant Pandey – Improve toolbars in LibreOffice
  • she91 – Adding alterating row coloring to database ranges and supporting new structured reference syntax
  • stalker08 – Code completion in the Basic IDE
  • Vishv Brahmbhatt – Slide Layout Extendibility
  • Zolnai Tamás – Writer: Border around characters

przez -
4 847
OpenOffice

OpenOffice to marka znana wszystkim użytkownikom wolnego oprogramowania, której historia rozpoczęła się w 13 października 2000 roku, kiedy to firma Sun opublikował kod źródłowy pakietu StarOffice. Jak to przy takiej okazji bywa zaprojektowano logo dla nowego produktu, który miał ujrzeć światło dzienne 1 maja 2002 roku. Do 2010 roku nie działo się praktycznie nic, a jedyną zauważalną zmianą była cyfra.

W marcu 2010 roku Oracle wydało OpenOffice 3.2.1, który to pakiet przejęło kilka miesięcy wcześniej, wraz z firmą Sun i zaprojektowano całkowicie nowe logo. Pojawił się nowy symbol graficzny, zrobiono inwersję i ożywiono kolory, a także wprowadzono nowy krój czcionki.

Aktualnie trwa konkurs na wybór loga dla przyszłego wydania Apache OpenOffice 4.0.

przez -
42 7347
LibreOffice kontra OpenOffice.org

Niektórzy, tak jak autor, są po prostu konserwatystami i cenią sobie to co jest sprawdzone, natomiast inni – pomimo satysfakcji z narzędzia – czują potrzebę systematycznego aktualizowania oprogramowania dla nowości, niekoniecznie im potrzebnych. Ot tak, z potrzeby bycia na bieżąco. Z tego też powodu wiele osób zmigrowało z OpenOffice.org do pierwszej wersji LibreOffice, a szczerze mówiąc, nie było ku temu istotnych przesłanek.

Z czasem wszelakie migracje zakończono sukcesem, a gdy niespodziewanie i z wielkim bólem udostępniono OpenOffice’a 3.4 (bądź OpenOffice’a 3.4.1 dla Polaków), temat „lepszości” powrócił i był rozstrzygany na płaszczyźnie dostępności zasobów ludzkich tudzież tempa dodawania nowych funkcji. Gdyż jak to komentują użytkownicy: co z tego, że dodają rzeczy całkowicie mi zbędne? Ważne, że program jest rozwijany.

Ponieważ Apache OpenOffice poległ w tej rywalizacji, Rob Weir nie raz i nie dwa, winy doszukiwał się w postępowaniu konkurencyjnej The Document Foundation, oskarżając jej członków o zbałamucenie dziennikarzy, a w konsekwencji o sianie kłamstw na temat (nie)życia poczciwego już OpenOffice’a. Często też wypominał rywalom kopiowanie pracy inżynierów OpenOffice’a, jednocześnie krytykując brak takiej możliwości w drugą stronę i zarzucał licencyjną obłudę. W ten też sposób LibreOffice zyskał wiele funkcji, tworząc je w długim okresie migracji infrastruktury Oracle’a pod skrzydła Apache, a także kopiując cudzą pracę w późniejszym okresie.

Problemy, a właściwie zarzuty licencyjnej obłudy wracały jak bumerang, kiedy ni stąd ni zowąd, Michael Meeks (członek TDF) wyszedł z inicjatywą relicencjowania projektu na zasadach Mozilli, argumentując to całkiem pragmatycznymi podstawami: możliwością przełączania kodu między licencjami GPLv2.0+, LGPLv2.1+ oraz AGPLv3.0+, a także zaprzestaniem pobierania oświadczeń od kontrybutorów.

Krok ten pomimo panujących animozji byłby również pomyślny dla rywali z Apache, gdyż licencja MPL 2.0 jest kompatybilna z licencją Apache. Jednakże swój głośny sprzeciw wyraził Markus Mohrhard (hacker LO Calca), pisząc o motywacji do pracy nad projektami FLOSS i krytykując próby zastraszania inżynierów, którym miano grozić zmarnowaniem ich wysiłku.

However I will not agree with people suggesting that re-licensing your commits for another project is a good idea. The Libreoffice project has chosen a free and open source license and anybody implying that refusing to re-license commits is against the FOSS ideas or trying to force developers to re-license by threatening that the changes will be otherwise rewritten disqualifies for any further discussions. In my opinion similar tactics are used by some of our closed-source competition and I feel ashamed that I know about a project using these in the open source world.

Z biegiem czasu sprawa rozeszła się po kościach, a status quo został utrzymany. LibreOffice nadal jest rozpowszechniany na zasadach licencji wirusowej, a bolączką Roba Weira nadal jest niemożność skopiowania pracy rywali.

Wielu użytkowników oby dwóch pakietów (w tym autor tego tekstu) oczekiwało gorącej rywalizacji i wyścigu zbrojeń. W niektórych przypadkach OpenOffice korzystał z życzliwości społeczności LibreOffice i importował konkurencyjne rozwiązania (np. wybieracz kolorów od Christiana Lippka czy skrypt konwertujący pliki .SDF do .PO od Tamasa Zolnai). Nastał jednak moment, gdy możliwości powielania pracy się skończyły, a unaocznia to fakt zgłoszonych projektów do Google Summer of Code 2013.

Apache OpenOffice - pomysły na Google Summer of Code 2013

Z jedenastu projektów, trzy są dostępne już w LibreOffice 4 (tak krytykowanym za mało znaczące zmiany), a jeden jest drugą próbą implementacji kart (stworzoną nota bene przez Andrzeja Wytyczak-Partykę w ramach Summer of Code 2005).

Można zadawać sobie pytania, po co OpenOffice’owi obsługa skórek Firefoksa czy obsługa protokołu CMIS, lecz nijak to nie wpłynie na priorytety inżynierów, którzy przecież sami zasugerowali powyższe idee. Poddawać krytyce można za to sens ścieżki, którą podążają, aby zrealizować powyższe pomysły. Summer of Code to wydarzenie, które pozwala w dwa miesiące wykonać kawał porządnej roboty (i zarobić niemałe pieniądze), a zasugerowane skórki, pracownik SUSE zaprogramował podczas weekendu i przy piwie… Użytkownikom zatem nie pozostaje nic innego jak pokorna akceptacja powyższego wyboru bądź też modlenie się w skrytości ducha o pojawienie się studenta z dużą ambicję i lepszym pomysłem od tego, który zaprezentował mentor.

Dodatkowo na niekorzyść OpenOffice’a należy uwzględnić czas. Jeżeli projekty w ogóle zostaną zakończone, to pierwsze zmiany będą dostępne dopiero w październiku, czyli najwcześniej 9 miesięcy po konkurencji. W przypadku powstania wartościowych zmian w kodzie rywale najpewniej i wtedy wykorzystają pracę inżynierów OpenOffice’a, co nieraz już miało miejsce w przeszłości.

Należy także przestać dawać wodzić się za nos. Publiczne wojenki między przedstawicielami obu projektów to czysta polityka, a faktem jest, że sukces OpenOffice’a jest dla The Document Foundation ich własnym sukcesem, gdyż zyskują w ten sposób dostęp do bazy dobrej jakości kodu. Tyle że takie postępowanie eliminuje szanse na jakikolwiek wyścig zbrojeń i skazuje OpenOffice’a na powolną pogoń za rywalem (z zyskiem dla użytkowników LibreOffice). OpenOffice oczywiście będzie nadal rozwijany i wykorzystywany, jednakże jego zasięg będzie mocno ograniczony, a jeśli nic się nie zmieni, jego sytuacja zacznie przypominać sytuację systemów BSD wobec Linuksa.

Jest jeszcze jeden wariant: ludzie stojący za OpenOffice’m muszą podążać ścieżką, która zostanie odrzucona przez The Document Foundation, jednakże czy idąc tym torem, zyskają sympatię i uznanie u dotychczasowych użytkowników? Myślę, że jest na to szansa.

Zgodnie ze wcześniejszymi przewidywaniami, OpenOffice 4 podlega procesowi symfonizacji interfejsu i jak na razie, dzieje się to bez szkód dla czasu reakcji pakietu. Będzie to drugi pakiet po Calligra Suit wykorzystujący możliwości panoramicznych monitorów, podczas gdy TDF skupia się zaledwie na żmudnych analizach rozpoznawalności ikon, a także wiąże się z ohydną paletą kolorów ze stylistyki Tango.

Do namysłu daje również chęć zaprogramowania kart w ramach programu Summer of Code. OpenOffice przyswoił już boczne menu, które dostał w formie darowizny od IBM-a. Ta sama donacja zawierała kod odpowiedzialny właśnie za przeglądanie dokumentów w kartach. Oznaczać to może, że kontrybucja firmy IBM wcale nie jest tak użyteczna, jak nam to przedstawiano, oraz że zaadaptowanie kodu będzie kosztować więcej pieniędzy i wysiłku niż napisanie tego samego od nowa, co niekoniecznie musi być dużym problemem, zwłaszcza gdy brzemię to ponosi Google. Tak czy inaczej, na barkach OpenOffice’a spoczywa wielki ciężar – ciężar wynajdowania koła od nowa, gdyż wszystkie inne koła, te od LibreOffice, Symphony czy nawet od samego OpenOffice.org, są kołami niewymiarowymi i niedopasowanymi.

Tymczasem użytkownicy nadal oczekują wydania OpenOffice’a 4, którego premierę zapowiedziano na pierwszym kwartał tego roku!

przez -
5 947
OpenOffice

Pustosłowie to… tfu, tfu, marketing to wynalazek przyjemny niczym okienny kit. Kiedy brakuje treści, marketing wypełnia wszystkie braki i pozwala ugrać trochę czasu. A w ostatnim czasie Rob Weir potrzebuje go niczym topielec brakującego tchu. Zapewne mało kto już pamięta stare obietnice odnośnie planów wydawniczych, więc ja z przyjemnością je przypomnę. Fundacja Apache, która sprawuje pieczę na OpenOfficem, obiecała wydać wersję 3.5 przed końcem 2012 roku. IBM, który jest największym dawcą kodu, a także główną siłą roboczą i najbardziej umęczonym przez borykanie się z tymże kodem, zmienił numer na 4.0, a także przesunął premierę na pierwszy kwartał 2013 roku. Spowodowane to miało być ogromem nakładu pracy potrzebnego do integracji kodu, m.in. pracami nad integracją API iAccessibiltiy2.

Bez cienia satysfakcji przypomnę, że IBM pierwszą taką decyzję o integracji API ogłosił już w 2006 roku. Ku nieszczęściu ludzi z niepełnosprawnością, IBM nie mógł wówczas kontrolować OpenOfficea i nie zrobił absolutnie nic. Ponowną deklarację złożył w dniu faktycznej kontroli, już w ramach funkcjonowania w odrębnie fundacji Apache. Po cichu i bez większego rozgłosu, bo po prostu dodając stosowną zmianę na liście „Do zrobienia w AOO4”. Gdyby IBM dotrzymał ubiegłorocznego terminu, poślizg w realizacji obietnicy wynosiłby „zaledwie” 6 lat.

Po kolejnym już spóźnieniu w wydaniu czwartej wersji, następny termin wyznaczono na „do końca połowy bieżącego roku”. Czy uda się go zrealizować? Wierzę, że tak, bo dużą część funkcji ze statusem „w tracie tworzenia” i korzystnych propozycji zmian zostało zwyczajnie przeniesionych do wersji 4.1. Apache OpenOffice 4 miał być wersją przełomową, a został okrojony do niezbędnego minimum.

To, co jednak teraz zaprząta głowy publiczności, to kasting na nowy logotyp. Kasting zgoła zbyteczny, gdyż poprzednie logo zdaje się być (i będzie) najlepszym, jakie powstało dotychczas. A wiadomo przecież, że gorące dyskusje odnośnie tak medialnej rzeczy jak logotyp to wspaniała forma kitu, która wypełnia braki w funkcjonalności. Przyjrzymy się więc wszystkim logom OpenOfficea.

Przez dziesięć lat (2000 – 2010) każdy logotyp wyglądał tak samo, do czasu wydania OpenOffice.org 3.2. Jedyną zauważalną zmianą była cyfra. Dopiero w wydaniu 3.2.1 – pierwszym po przejęciu Suna przez Oraclea – wprowadzono logo (atrakcyjny symbol graficzny), a także inwersję oraz ożywienie kolorów i nowy krój fontu (marzec 2010). To przy czym Sun trwał dekadę, Oracle zmieniło w niecałe 4 miesiące.

logo
logo

Pierwsza kompilacja od Apache wydana została po szesnastu miesiącach przerwy. Wersja 3.4.0 przyniosła nieznaczne zmiany w logotypie: zmieniono font, usunięto przyrostek „.org” oraz dodano nazwę fundacji (maj 2012).

logo

Obecnie trwa konkurs na logo do Apache OpenOfficea 4.0, którego faworyt prezentuje się następująco.

logo
Autor: Samer Mansour

Zmiany, jakie zaszły w prawdopodobnie najpopularniejszym logo to: usunięto gradient, połysk i zmieniono krój czcionki. Ktoś mógłby stwierdzić, że spłaszczone logo to również idea warta pochwały, wszak taka jest teraz moda, a przecież nikt wcześniej na to nie wpadł. Błąd! Nowy symbol jest identyczny ze starą wersją 2D, którą stworzyło Oracle w 2010 roku, a która to została opublikowana na stronie A Brand Refresh for OpenOffice.org.

Wszystko więc wskazuje na to, że Oracle wykonało kawał porządnej roboty, a dzieło jego pracownika będzie rządziło jeszcze przez bardzo długi czas, lecz w lekko odchudzonej formie. Konkurs nadal trwa – i bardzo dobrze! Może nikt nie zauważy tych sześcioletnich, niespełnionych obietnic IBM-a…

Aktualizacja 4.07.2013

A oto zwycięzca.

logo OpenOffice 4

przez -
15 1946
OpenOffice

Rob Weir opublikował krótką analizę dotyczącą nadesłanych propozycji nowego logo przyszłego wydania pakietu biurowego Apache OpenOffice 4.0. Otrzymano łącznie 40 różnych grafik, a następnie zorganizowano głosowanie z 5 punktową skalą. Uzyskano dzięki temu 5028 odpowiedzi, a z najlepiej ocenionych wybrano kilka rodzajów, które zostaną poddanie głosowaniu przez głównych kontrybutorów pakietu.

przez -
9 1428
LibreOffice - slider 1

….na przykładzie informacji o wydaniu LibreOffice 4.

Świat idzie do przodu. Ludzie idą do przodu, a wraz z nimi zmieniają się ich oczekiwania i reakcje. Media również się zmieniają, generując różne upośledzone zachowania będące destruktorem tego co dobre w oryginalnej idei dziennikarstwa. Dawniej dziennikarstwo opierało się tylko na słowie. Dzisiaj to atakowanie wielkimi nagłówkami i gigantycznymi ilustracjami mające wygenerować kliknięcia. Dawniej dziennikarstwo aspirowało do publikacji treści na neutralnym poziomie, dzisiaj dominują platformy opinii. Dawniej czytelnik miał tekst przeczytać, zrozumieć i według uznania ocenić, czy relacja opisuje wydarzenie jako pozytywne czy negatywne zajście. Współcześnie umarła również klasyczna formuła polegająca na publikacji treści + odautorskiego komentarza na końcu strony. Dzisiaj cała treść to odautorski komentarz przeplatany wyrywkami faktów.

W mediach obowiązuje też coś takiego jak zasada Pareto. W pewnym uproszeniu mówi ona o tym, że gdy dwóch głupców opublikuje jakieś banialuki, to ośmiu innych je powieli. Nie inaczej było w przypadku „newsów” o wydania LibreOffice 4. Jak to mówią… zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie Ziemię. Nie dociekam kto zaczął, ale chciałbym zobrazować pewne mechanizmy, które stawiają twórców LibreOffice w bardzo złym świetle oraz po prostu dezinformują czytelników. Na taśmę biorę treści oraz reakcje z bardzo popularnego serwisu wykop.pl, za nim Komputer Świata globalnego wydawcy Axel Springer oraz Dobreprogramy.pl – największego portalu technologicznego w Polsce, który ma 7 milionów odwiedzających. Na tym ostatnim chciałbym się szczególnie skupić z uwagi na jego zasięg i oddziaływanie na opinie zwykłych użytkowników.

No to start! Wziuuum….

LibreOffice 4.0, a Apache OpenOffice: przepaść już nie do zasypania

Sam nagłówek jest tak naprawdę truizmem wtrącającym elementy dezinformacji. Przede wszystkim tytułowe produkty są dla siebie konkurencją. Choć jeden wywodzi się z drugiego, a ich funkcjonalność na obecnym poziomie jest podobna, to taki stan nie jest pożądany ani przez The Document Foundation ani też przez Apache Foundation. Jeden chce pokonać drugiego, przekonać do siebie społeczność deweloperów konkurenta i zgarnąć jego grupę odbiorców. Czy autor pisząc o „przepaści” wyraża smutek? Trudno orzec, jednak zwiększające się różnice między tymi produktami są wyznacznikiem konkurencyjności oprogramowania i w tym rankingu wygrywa LibreOffice.

Dezinformacja polega na tytułowym porównaniu nowego wydania LibreOffice 4.0 do Apache OpenOffice… no właśnie. Jakiego? Wersji 3.4 z kwietnia 2012 r.? W takim wypadku faktycznie istnieje jakaś przepaść, jednak aby móc porównywać i osądzać, należałoby poczekać do wydania AOO 4.0, którego publikacja jest datowana na pierwszy kwartał tego roku.

Aż trudno uwierzyć, że minęły już ponad dwa lata, odkąd rozczarowani postawą Oraclea programiści związani z rozwojem OpenOffice.org odwrócili się od softwareowego giganta, i wykorzystując dostępny kod pakietu biurowego zdecydowali się stworzyć własny fork, który miałby być wolny od korporacyjnej polityki, szybszy, lżejszy i skuteczniej mogący rywalizować z własnościowymi pakietami biurowymi.

Oracle to firma, która nigdy nie była kojarzona jakkolwiek pozytywne z ruchem FLOSS, a nawet wręcz przeciwnie – była uważana za oś zła, stojąc po tej samej stronie co Apple czy Microsoft. Nikt nigdy nie liczył na dobrą wolę Larrego Ellisona, tak więc nikt nigdy nie był rozczarowany postawą tej firmy. Utworzenie The Document Foundation (TDF) wynikało tylko z niespełnionej obietnicy firmy Sun Microsystem, która przez ponad 10 lat mamiła społeczność przyrzeczeniem o utworzeniu Fundacji OpenOffice.org. Kiedy OpenOffice.org wpadł w ręce Oracle-nie-spodziewamy-się-po-nim-niczego-dobrego, społeczność zrobiła to na co miała ochotę od dziesięciolecia.

Powołana do opieki nad kodem forka The Document Foundation od początku nie ukrywała, że nie zamierza oglądać się na to, co dzieje się z OpenOffice – ma swoje autonomiczne cele.

Nie ma czegoś takiego jak „autonomiczne cele”. Cel jest taki sam dla wszystkich producentów oprogramowania: zrobić wiodący produkt i zmiażdżyć konkurencję, a w najgorszym wypadku wygryźć im kawałek mięsa z uda i doprowadzić do śmierci. ;-)

Projekt okazał się sukcesem: nie tylko po stronie LibreOffice opowiedziało się wielu najważniejszych graczy opensourceowego światka, ale też i w świadomości użytkowników, nie tylko Linuksa, ale i popularniejszych systemów operacyjnych, nowy pakiet biurowy stał się godnym następcą OpenOfficea.

Informacja nieprawdziwa. „OpenOffice” to marka, którą budowano przez ponad 10 lat. Zważywszy, że na rynku pakietów biurowych liczy się a) Microsoft Office b) OpenOffice c) długo, długo nic d) LibreOffice, to nie można mówić o sukcesie. LibreOffice to oczywiście dobry pakiet, który cieszy się popularnością, ale… wśród geeków. A więc ma swoją niszę w niszy.

Rob Weir (IBM) obala podobne wywody i choć robi to ze złośliwości, to liczbom, które przytacza nie można odmówić prawdy.

Od 25 stycznia 2011 r. do 27 września 2012 r., LibreOffice pobrano ponad 18 mln razy. OpenOffice tylko od maja do września 2012 r. został pobrany aż 18,207,610 razy z samych tylko serwerów SourceForge.net, co daje 127,326 pobrań dziennie wobec 29,460 pobrań LibreOffice.

W takim wypadku nie można mówić o popularności.

Żaden z „najważniejszych graczy opensourceowego światka” (finansujących projekt) tak naprawdę nie zarabia sensownych pieniędzy na oprogramowaniu desktopowym. Choć dopływ gotówki sponsorów jest na stabilnym poziomie, to ich zaangażowanie jest zagadkowe. Trudno się tutaj podniecać „wielkimi z danego światka”, skoro nie można spodziewać się przydziału np. pięćdziesięciu deweloperów do jednego komponentu. Ponadto projekt LibreOffice jest zdominowany przez ludzi propagujących ideę Wolnego Oprogramowania, a nie Open Source.

Mimo niesnasek między deweloperami (np. oskarżeniami o nieuczciwe raportowanie zaangażowania deweloperów w LibreOffice), do tej pory jednak oba opensourceowe projekty były w stanie wymieniać się kodem

Oskarżenia o włączanie deweloperów Apache OpenOffice do listy kontrybutorów LibreOffice to czubek góry lodowej. Pisałem o tym w Dlaczego OpenOffice i LibreOffice już nigdy się nie połączą?

Nieprawdą jest, że oba projekty wymieniały się kodem. Przenoszenie kodu jest możliwe tylko w jednym kierunku: z AOO do LO, a powodem tego stanu jest niezgodność licencji obu projektów. Sporadycznie różne kawałki kodu były licencjonowane dwa razy, ale to na prośbę fundacji Apache i za zgodą indywidualnych darczyńców. Być może w przyszłości coś się zmieni, gdyż trwają rozmowy o zmianie licencji, jednak niektórzy kontrybutorzy o naprawdę dużym wkładzie są przeciwni tej zmianie (czytaj: nie chcą, aby ich kod trafił do OpenOfficea, który jest zdominowany przez jedną korporację (IBM-a)).

Wydanie 4.0 LibreOffice to wielki krok dla The Document Foundation – wprowadza zmiany do API pakietu, które znacznie utrudnią przenoszenie kodu.

W rzeczywistości celem było oczyszczenie, uproszczenie oraz uczynienie API bardziej przyjaznym dla deweloperów rozszerzeń. To zresztą dosyć naturalne, że producent (czy fundacja) poprzez różne ułatwienia stara się skupić wokół siebie odpowiednio duży ekosystem. Ostatnia zmiana w API była w czasach OpenOffice.org 1.x, czyli w latach 2002-2006. Co więcej, celem deweloperów (a obowiązkiem tym bardziej) nie jest podtrzymywanie kompatybilności ze swoim rywalem. Całkowicie pomylono tutaj efekt z celem i przeinaczono intencje twórców.

Charles Schultz, jeden z deweloperów LibreOffice

Charles Schultz to prawnik, nie deweloper.

Czy w opensourceowym świecie jest miejsce dla dwóch pakietów biurowych? Pochopni pewnie wskażą za przykład rynek przeglądarek, gdzie miejsce mają zarówno Firefox jak i Chrome. Sęk w tym, że Chrome bez Googlea by nie istniało, tak jak zapewne Apache OpenOffice nie istniałoby bez wsparcia IBM-a. Google ma jednak zdecydowanie więcej powodów, by inwestować w rozwój Chrome, niż IBM, by inwestować w rozwój nie do końca zgodnego z LibreOffice pakietu biurowego.

Tak, zupełnie jak w świecie closed source jest miejsce dla dwóch + n innych zamkniętych i n otwartych. Poza tym świat open source to nie tylko OpenOffice i LibreOffice, naprawdę.

Celem inwestycji IBM-a w OpenOffice nie jest utrzymanie zgodności API z LibreOffice, a wykorzystanie siły jego marki (dowodem jest porzucenie Lotusa i zapowiedź wydania „OO IBM Edition”) oraz trendu polegającego na migracji instytucji rządowych na format OpenDocument. Rozwój LibreOffice jest w pewien sposób na rękę IBM-owi, bo łatwiej przejąć instytucję, która już znajduje się w ekosystemie ODF, aniżeli w ekosystemie Microsoftu.

Szkoda by było oczywiście, gdyby IBM wycofało swoje wsparcie. Twórcy Apache OpenOffice, stawiają na kwestie, które dla The Document Foundation nie są priorytetowe, np. ulepszenie zgodności z formatem OOXML Microsoftu. Już dziś dokumenty .docx czy .pptx w OpenOffice.org wyglądają lepiej, niż w LibreOffice. Ale czy to wystarczy?

Informacja nieprawdziwa. Choć OpenOffice został opuszczony przez społeczność, to IBM twardo brnie w ten projekt. Jemu to bez różnicy czy sam utrzymuje Lotus Symphony czy dużo popularniejszy OpenOffice. Nic nie zapowiada wycofania wsparcia przez tę firmę i nie ma czego żałować.

Nieprawdą jest, że lepsza obsługa formatu Microsoft OpenXML nie jest ważna dla The Document Foundation. Również nieuczciwością jest pisanie pozytywne o jednym projekcie i dawanie dowodów na postęp, a zarazem pisanie negatywnie o konkurencji i ucinanie na tym wywodu. Nieprawdą jest, że „dokumenty .docx czy .pptx w OpenOffice.org wyglądają lepiej, niż w LibreOffice”, a na pewno nie wszystkie. Oto próbka.

Tabela w DOCX / LibreOffice 3.6.3
Tabela w DOCX / LibreOffice 3.6.3
Tabela w DOCX / LibreOffice 4.0
Tabela w DOCX / LibreOffice 4.0
Tabela w DOCX / Apache OpenOffice 3.4.1
Tabela w DOCX / Apache OpenOffice 3.4.1

Przecież wśród najważniejszych atrakcji LibreOffice 4.0 wymienia się np. wsparcie dla skórek Personas z Firefoksa, integrację z pulpitem Unity w Ubuntu, możliwość podłączenia się do CMS-ów Alfresco czy SharePoint, integrację z książką adresową Thunderbirda, sterowanie prezentacjami za pomocą smartfonów z Androidem czy importowanie plików Visio i Publishera. To na pewno bardzo spektakularne zmiany (z ich pełną listą zapoznać się możecie tutaj), którym OpenOfficeowi może być trudno sprostać.

Powyższy akapit to wyłącznie odautorska opinia, do tego całkowicie oderwana od rzeczywistości. Tak naprawdę najważniejsze, najbardziej atrakcyjne zmiany jakie zaszły nie są adresowane do użytkowników, a do deweloperów. To dzięki zmianom „od środka” mówi się o kamieniu milowym. Porzucono wiekowe naleciałości OpenOfficea, wprowadzono WidgetLayout zamiast sztywnego programowania interfejsu czy skonwertowano wszystkie pliki .sdf do .po, a to wszystko wpłynie na jakość oprogramowania dla użytkownika końcowego. Autor nie wymienił ani jednej poważnej zmiany, która była wyjątkowo czasochłonna, zamiast tego skupił się na banałach i podniósł je do rangi „najciekawszych”.

Kolejną fatalną i wyjątkowo szkodliwą dla deweloperów informacją jest wzmianka o minimotywach zwanych Personami. Wielu użytkowników czytających o nich jako o najważniejszej zmianie reaguje nerwowo i agresywnie, a swoją złość kierują nie w stronę autora-tak-mi-się-napisało, a w stronę twórców pakietu.

Faktycznie najistotniejsza rzecz na świecie. Żyć się bez tego nie dało. To wymienione jest na pierwszym miejscu !? DNO!! ~ pwl

A skąd się one tam wzięły? The Document Foundation jest organizacją skupiającą opłaconych deweloperów oraz wolontariuszy. Ci pierwsi pracują nad tym co jest konieczne z biznesowego punktu widzenia, a ci drudzy… również. ;-) Jednak LibreOffice to nie tylko firmowy projekt + darmowa siła robocza, a pewien krąg kulturowy ludzi, którzy lubią się spotkać od czasu do czasu i pogadać o swoim hobby przy piwie i pizzy. Stąd te wszystkie FOSDEM-y z warsztatami, ODF Plugfesty czy Hack Weeks. Może kogoś to jeszcze zdziwi, ale dla tego środowiska hobby jest projekt nad którym pracują w pracy. I tak właśnie powstały Persony. Pełnoetatowy deweloper LibreOffice (SUSE) w weekend przy pizzy z kolegami napisał taką opcję. Można dyskutować jak bardzo ona była potrzebna, ale ja ją postrzegam jako ukłon w stronę osób narzekających na „wygląd rodem z lat 90-tych„. Drugą kwestią jest też, że nikt nie ma prawa mówić deweloperowi nad czym ma pracować w swoim wolnym czasie, a wiem, że wielu użytkowników ma roszczeniową postawę i z przyjemnością wcieliłoby się w rolę dyktatora…

Drugim najczęstszym obiektem narzekań jest integracja z Unity. Prawda jest taka, że gdy Oracle pozwalniało deweloperów OpenOfficea, część została zatrudniona przez IBM-a, a część przez Canonical. Każda z tych firm kieruje się swoim interesem. Interesem Canonical jest naturalnie jak najszersza sprzedaż Ubuntu na desktopach, co wiąże się z użytecznym pakietem biurowym. Firma ta zatrudniła specjalistę, wyłożyła pieniądze na projekt i uczestniczyła w nim na cudzych zasadach. Wszystko odbyło się fair play. Jeśli ta funkcja nie jest Ci potrzebna, nie musisz być arogancki i wyzywać za to twórców. Jeśli potrzebujesz czegoś innego, możesz postąpić tak samo i opłacić inżyniera ze swoich środków.

Wśród ważnych dla użytkownika funkcji, a nie wymienionych przez autora, jest chociażby lepsza obsługa plików OpenXML, szybszy import/eksport plików ODF (czas wczytania pliku ods zredukowano o 50% wobec linii 3.5), nowe funkcje w Calcu (XOR, ŚREDNIA.JEŻELI (AVERAGEIF), SUMA.WARUNKÓW (SUMIFS), ŚREDNIA.WARUNKÓW (AVERAGEIFS), LICZ.WARUNKI (COUNTIFS), JEŻELI.BRAK (IFNA), JEŻELI.BŁĄD (IFERROR), przyjemniejszą dla oka wizualizację wykresów czy opcja szybkiego eksportu tychże do obrazka, rozbudowane formatowanie warunkowe oraz tabele przestawne, opcje inwestycyjne według modelu Blacka-Scholesa, nowy menadżer szablonów czy poprawiony silnik wyrażeń regularnych. Naprawdę nie ma potrzeby wymieniać trywialnych zmian i ironizować nazywając je „spektakularnymi”, skoro takie są na liście.

Przypominam, że pierwsze wydanie z wersji 4.0 LibreOffice nie będzie się od razu nadawało do zastosowań produkcyjnych: pierwsza wersja poprawkowa powinna wyjść do końca lutego.

Poruszony troską autora przypomnę tylko, że LibreOffice 4.0 miało jedną alphę, dwie bety, trzy wydania kandydujące oraz kilkadziesiąt dziennych kompilacji. Usunięto większość irytujących błędów. Ciekawe, że na tak dużym portalu przy okazji wydania np. Microsoft Officea 2013 nie napisano „To wydanie nie nadaje się do używania. Używalne będzie po pierwszym Service Packu”. ;-)

***

Czy tym wszystkim przekłamaniom można było zapobiec? Oczywiście, że tak. Specyfika tego rynku sprawia, że każdy chce być pierwszy z publikacją treści. Artykuły na temat nowego Firefoksa, LibreOffice czy innych dużych projektów FLOSS są przygotowywane z wyprzedzeniem, a publikowane dopiero w momencie wydania programu. Aby być rzetelnym wystarczy nie pisać co ślina przyniesie na język, a wątpliwości można z wyprzedzeniem weryfikować u źródła. Taką dobrą praktykę wyrobiło sobie śp. heise-online.pl, dawny skład Dobrychprogramów czy Dziennik Internautów.

W takim przypadku poszkodowani są wszyscy. Czytelników zrobiono w balona i niepotrzebnie rozgorączkowano, z twórców programu zrobiono ludzi zajmujących się rzeczami śmiesznymi, wydawca serwisu stał się niewiarygodny, a autor publikacji pogrążył się popisem swojej nierzetelności. Gdzie w takim razie kryje się zwycięzca?

przez -
10 1148
OpenOffice

Społeczność OpenOffice ogłosiła wydanie pełne spolszczenie pakietu biuroweg OpenOffice 3.4.1. Nastąpiło to ponad 5 miesięcy po jego oficjalnym wydaniu, co jest bardzo długim okresem, jak dla tak dużej aplikacji i wolontariuszy. Polską wersję OpenOffice można pobrać z oficjalnej strony projektu.

przez -
33 3003
LibreOffice kontra OpenOffice.org

Podczas dowolnego nowego wydania pakietu – czy to Apache OpenOffice czy to LibreOffice – ze strony użytkowników systematycznie pada dobrze znane twórcom pytanie: „dlaczego oni nie zjednoczą swoich wysiłków”. Użytkownicy jak to użytkownicy, nie ponosząc żadnego wkładu własnego w rozwój aplikacji, uważają się za znakomitych koordynatorów i bez wahania skłonni są do wykonywania menadżerskich roszad. Na nasze szczęście projekty FLOSS cechuje nie demokracja, a merytokracja, co znacząco zmniejsza ryzyko zniszczenia cudzego wysiłku.

Podobnie jak i w innych sytuacjach, i w tej należałoby spróbować zrozumieć postawę konsumentów. Użytkownik chciałby „darmowego Excela”, a jedynie co dostaje to darmowego Calca. Gdy widzi dwie identyczne aplikacje, ogarnia go zdenerwowanie wywołane dzieleniem cudzych wysiłków. Wszakże jak ma powstać „darmowy Excel” gdy inżynierowie ze sobą nie współpracują? Temu poglądowi nie można odmówić racji, jednakże można mu już odmówić czegoś w rodzaju istotności. „Jedność” jest ważna w walce przeciwko monopoliście, ale „wolność wyboru” i „wolność do samostanowienia” (inżynierów do ich projektów) stoi znacznie wyżej od zachcianek użytkowników z roszczeniową postawą. Konsekwencją jest nie tak dynamiczny rozwój, zwłaszcza względem monopolisty. Również nie należy się spodziewać, aby ktokolwiek zmienił model rozwoju oprogramowania dla anonimowych, internetowych pokrzykiwaczy. Ci ostatni (choć niereprezenatywni) są autoagresywnymi beneficjentami cudzej pracy, bez prawa do głosu. Prawo to można nabyć bez żadnego problemu (wystarczy być aktywnym i merytorycznym), lecz niestety, wysiłek ten zwykle nie jest podejmowany przez piewców jedności.

Pojęcie „społeczności” jest bardzo szerokie. W projektach Wolnego Oprogramowania wyróżniamy społeczności deweloperów, testerów, tłumaczy, grafików, (forumowych) pomocników i naturalnie, użytkowników. Ci ostatni nie wiedzieć dlaczego uważają, że społeczności deweloperów wszelkich projektów (AOO, LibreOffice, GNOME Office, Calligra Suite) powinny porzucić swoje dotychczasowe projekty i zjednoczyć się, aby móc szybko i sprawnie zbudować oczekiwanego przez nich darmowego Excela.

Natomiast sama społeczność użytkowników jest mocno podzielona, jeszcze bardziej rozlazła i niezdecydowana. Zewsząd można usłyszeć utyskiwania na wiele „palących problemów”, np. od czasu wydania Microsoft Office’a 2007, społeczność OpenOffice.org domagała się zmiany „starego i brzydkiego interfejsu rodem z lat 90-tych” na nowoczesny, odpowiadający standardom XXI wieku. Najlepiej wdrażając płatną Wstążkę konkurencji, zachowując przy tym zerowy koszt samego oprogramowania.

W tym właśnie momencie, z samego faktu podziału może wyłonić się jedna, istotna dla konsumentów korzyść. OpenOffice 4.0 pod opieką Apache i przy kontrybucji IBM-a ma zaoferować pakiet z interfejsem Lotusa, LibreOffice natomiast – przynajmniej w najbliższym czasie – zachowa stare, ale i sprawdzone menu kompaktowe, które odpowiada milczącej wielkości. Społeczności użytkowników nie pozostaje nic innego jak tylko się cieszyć. Obecny stan oznacza bowiem tylko jedno – zaspokojone zostaną fanaberie głośnych krzykaczy bez płacenia za to wysokiej ceny. Na rynku pozostanie hybryda OpenOffice’a i Symphony oraz LibreOffice z dobrze znanym i lubianym interfejsem, a za jakiś czas okaże się czy głośna mniejszość była reprezentatywna dla ogółu, czy Apache OpenOffice upadnie, a LibreOffice zgarnie wszystko, czy tendencje okażą się być zgoła inne.

Ten jeden przykład udowadnia, że brak porozumienia w środowisku inżynierów może z korzyścią działać na środowisko konsumentów. Rzecz w tym, że brak porozumienia nie wynika z chęci „zrobienia konsumentom dobrze” w inny sposób, a z chęci dominacji, przejęcia wpływów i potencjalnych zysków. Zasadnicze pytanie brzmi: z kim powinni trzymać użytkownicy?

Rob Weir Italo VignoliOdpowiedzi na to polityczne pytanie postaram się udzielić, przedstawiając kilka faktów wynikających z konfrontacji tych dwóch środowisk. Szanowni państwo! W lewym narożniku… Rob Weir, korporacyjny chłopiec, długoletni pracownik IBM-a i usta projektu Apache OpenOffice! Inżynier, bloger, a także przewodniczący komitetu technicznego ds. rozwoju normy OpenDocument w OASIS! W prawnym narożniku… Italo Vignoli, jeden z założycieli oraz członek Rady Dyrektorów The Document Foundation, odpowiedzialny za marketing i komunikację. Jest również międzynarodowym rzecznikiem projektu. Od września 2004 do końca 2010 roku był członkiem projektu marketingowego OpenOffice.org.

Niezrealizowane obietnice

Mawia się, że na szacunek pracuje się latami, a stracić można go w ułamku sekundy. IBM jako kontrybutor OpenOffice.org nie sprawdził się – i jeśli wierzyć jego aktualnym rywalom – nigdy nie był szanowany w środowisku społeczności. Firma ta już od wielu lat specjalizowała się publikacji nic nieznaczących ogłoszeń prasowych, a także w zarzucaniu zalążkowych kontrybucji. Dowodem na tę politykę są archiwalne ogłoszenia. W grudniu 2006 roku IBM zapowiedział zintegrowanie API IAccessible2 z OpenOffice.org, co pozwolić miało na jego ówczesne wdrożenie w stanie Massachusetts. Integracji tej nie dokonano do tej pory, a zapowiedziana powtórnie została na czas wydania Apache OpenOffice 4.0, którego wydanie zaplanowano na koniec 2012 roku. Bez wątpliwości nowy OpenOffice nie zostanie wydany na czas (musi go jeszcze poprzedzić wersja 3.5), co pozwala IBM-owi osiągnąć poślizg liczący już… 6 lat!

Michael Meeks (TDF) przywołuje inną deklarację. We wrześniu 2007 roku Doug Heintzman obiecał oddelegowanie przynajmniej trzydziestu pięciu chińskich deweloperów do pracy nad podstawami OpenOffice’a. Zamiast tego jednorazowo nadesłano trochę kodu Symphony zawierającego śmieci i dublujące się funkcje. Kod pozbawiony obiecanych opiekunów nie został zintegrowany z pakietem (z małymi wyjątkami jak filtr Lotusa Word Pro) i umarł śmiercią naturalną.

W obliczu nowych faktów (zwolnienia wszystkich opiekunów przez Oracle w 2010 r., a także eksodusu większości społeczności), IBM zdaje się, został zmuszony stać się głównym jeśli nie de facto jedynym koniem pociągowym dla projektu. Sama fundacja Apache nie zajmuje się rozwojem OpenOffice’a, a jedynie firmuje go swoją marką i zapewnia infrastrukturę do rozwoju produktu. Trzon deweloperski zdominowany jest przez IBM-owców z Pekinu i – jeśli wierzyć oficjalnej liście kontrybutorów – liczy 10 osób.

Zarzuty o FUD

Rob Weir na wiki projektu przedstawia się jako utalentowany programista. W spektrum jego zainteresowań wchodzi „C/C++, Java, Python, XML, ODF, Performance tuning”, lecz pomimo tego najczęściej stosowanym przez niego językiem jest czysty angielski. Pan Weir w ostatnim czasie zasłynął nie z pracy inżyniera, a ze swojej roli blogera i ewangelizatora, który prostował „szepty” i „niesnaski” rzekomo siane przez konkurencję. I tak zapoznać się można z jego cyklem wpisów „LibreOffice’s Dubious Claims”, gdzie w swoim stylu rozprawia się z konkurencją.

W części pierwszej dowiadujemy się, że statystyki ściągnięć LibreOffice nic nie znaczą. Przede wszystkim dlatego, że pan Weir ma obiekcje co do ich sposobu naliczania, ale także do ich wysokości. Italo Vignoli przy każdej sposobności z dumną eksponuje małe sukcesy fundacji i wylicza m.in. ponad 18 milionów pobrań LibreOffice, licząc od 25 stycznia 2011 roku. Weir szydzi z tego wyniku i porównuje to do pobrań Apache OpenOffice z serwerów SourceForge.net, gdzie licznik dobił do 18,207,610 pobrań w samym wrześniu. Tę kontestację wieńczy krótkim podsumowaniem:

A więc oba projekty są sobie równe, tak? Właściwie to nie, wcale! Musisz wziąć pod uwagę jeszcze przerwę w czasie. Licznik LibreOffice działa od stycznia 2011, a licznik OpenOffice działa od maja 2012. Tak więc OpenOffice w kilka miesięcy został pobrany tak samo wiele razy jak LibreOffice przez pierwsze dwa lata

Trudno podważyć ten fakt, gdy wszystko zdaje się przemawiać na korzyść stanowiska pana Weira. Rzecz w tym, że są też rzeczy, o których Weir nie mówi. Przede wszystkim takie, że marka „OpenOffice” funkcjonuje w świadomości konsumentów od blisko dwunastu lat. Marka „LibreOffice” choć popularna w środowisku geeków, nie przebija się wystarczająco mocno do szerszej świadomości konsumentów, a rozszerzenie tego procesu zajmie znacznie więcej czasu niż 2 lata.

Analogiczny problem miał sam IBM udostępniając Lotusa Symphony 1.3 i 3.0. Choć produkt bazował na OpenOffice.org i cechował się nowym interfejsem, niewielu konsumentów go chciało. Wymuszając wewnątrz strukturalne migracje i podpisując porozumienie w Canonicalem, IBM w niecały rok osiągnął liczbę 12 mln użytkowników i 50 mln pobrań. Czy jest to wynik znacząco lepszy? Jeśli na tej samej szali postawimy możliwości niedochodowej fundacji i globalnej korporacji, to nagle okazuje się, że efekty działań IBM-a wcale nie oszałamiają. Sam IBM – pomimo prowadzenia podwójnej gry – świetnie zdaje sobie z tego sprawę, co poskutkowało uśmierceniem marki Lotus Symphony oraz zapowiedzeniem powstania „OpenOffice IBM Edition„, co z kolei pozwoli w sposób łatwy podpiąć się pod sukces dawnej społeczności i żerować na jej marce.

Najważniejsze pytanie jednak nigdy nie zostało postawione, a obnaża ono bezsens złośliwości ajbiemowca. „Co z tego, panie Weir?”.

Rob Wier pastwi się nad statystykami pobrań i na siłę próbuje udowodnić wyższość swojego projektu, tak jakby jakakolwiek statystyka ściągnięć miała wpływ na decyzję użytkownika końcowego. W rzeczywistości nie ma żadnego wpływu, ale dla pewnych osób jest na tyle ważna, że stała się idealnym pretekstem do podarowania przysłowiowego pstryczka w nos.

***

W części drugiej Weir podważa rozmiar społeczności i jej dorobek, w części trzeciej natomiast stara się przedstawić realną liczbę stałych kontrybutorów, która w jego odczuciu jest naturalnie sporo niższa i nie tak optymistyczna jak jest to przedstawiane w ogłoszeniach prasowych fundacji.

Na pierwszy ogień poszli użytkownicy zarejestrowani na Wiki, których znacząca większość została określona jako „puste konta”, „konta autopromocyjne” lub „spam”. Fundacja TDF szczyci się liczbą wolontariuszy przekraczającą trzy tysiące osób. Z analiz Weira wynika, że blisko 60% użytkowników dokonało zero edycji, 583 użytkowników dokonało jednej edycji, a 449 użytkowników aż dwie, co jasno implikuje sztuczną nadętość społeczności LibreOffice. Oczywiście nawet w tym absurdalnym rankingu to Apache OpenOffice jest lepszy, gdyż osiągnął pułap 87 tysięcy użytkowników.

Osobiście jestem związany z tym środowiskiem od 2005 roku. Na rzecz OpenOffice.org pracowałem do 2010 r., a kiedy powstało LibreOffice, to jemu następnie postanowiłem poświęcać swój czas. W obu przypadkach mam oficjalne konto, które jest puste – a w ocenie Weira służące autopromocji. Rzecz w tym, że o ile dla OpenOffice’a faktycznie jestem martwą duszą, to dla LibreOffice – pomimo zerowej aktywności na wiki – uczestniczę w procesie tłumaczenia pakietu od czasu wydania LibreOffice 3.4. Weir stara się umniejszyć znaczeniu społeczności w całkowicie niezrozumiały sposób. Kiedy mu to wypomniałem, i dodałem, że OpenOffice nadal nie dorobił się polskiej lokalizacji, a jego analizy nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości, mój komentarz został… niedopuszczony do publikacji!

Dlaczego OpenOffice i LibreOffice już nigdy się nie połączą?

Na podobną prewencyjną cenzurę natknęli się i inni użytkownicy, co zostało odnotowane na blogu Italo Vignoliego.

W kolejnej części przeczytamy, o niesprawiedliwym wliczaniu dorobku społeczności deweloperów w statystyki LibreOffice. Chodzi o portowanie (zgodnie z licencją) zmian z OpenOffice’a do LibreOffice. Weir z żalem pisze o „nazwiskach kolegów z IBM-a”, formalnych kontrybutorów OpenOffice’a, które znalazły się na stronie z zasługami projektu LibreOffice. Takie pozytywne wyróżnienie można by to było uznać za życzliwość godną naśladowania, jednak tkwi w niej jedno, wielkie zło – zwiększanie statystyk konkurencji, a to jest już niedopuszczalne! Weir zauważa również, że 10% inżynierów (głównie pracownicy SUSE i RedHata) odpowiadają za 90% zmian, podczas gdy reszta to okolicznościowi kontrybutorzy, którzy rozwiązali jakiś problem i już nie wrócili do współpracy (166 z około 550 ludzi).

Być może faktycznie jest to problem, nad którym warto się pochylić. A jak sytuacja wygląda w samym Apache? Pod koniec października br. Weir na forum wystosował odezwę do społeczności i zachęcał do wpisywania się na listę wolontariuszy, która obejmuje dosłownie wszystkich. Deweloperów, grafików, tłumaczy, ludzi odpowiedzialnych za skład dokumentacji i za marketing, a nawet forumowych pomocników co jest ewenementem. Suma najbardziej zaangażowanych ze wszystkich wyniosła zaledwie 80 kontrybutorów.

Inne zatargi

Czym w istocie są analizy pana Weira? Ja je postrzegam jako zbędne kąśliwości. Weir bierze na tacę ogłoszenia departamentu marketingu, wycina fragmenty i nobilituje je do niewiarygodnie ważnych myśli, po czym po kolei, jedną za drugą, obala i wykazuje ich fałszywość. Jego praca jest tak bezużyteczna, że jedyne co osiągnął, to rozsierdził starego, gorącokrwistego Włocha. Użytkownicy nie dbają o liczbę pobrań, wolontariuszy lub deweloperów, a o efekt! Ten natomiast przedstawiał się następująco: „projekt umarł, przez ponad rok OpenOffice nie dostał ani jednej aktualizacji, a wydana z opóźnieniem nowa wersja nie jest zlokalizowana”. Innym faktem jest, że biznesowi, instytucjonalni oraz domowi użytkownicy przez rok przerwy mogli z powodzeniem używać LibreOffice, a sam Weir powinien za to wykazać minimum wdzięczności swoim rywalom. Tak jak brakuje mu wdzięczności, tak brakuje pomysłu na odzyskanie starych użytkowników. Zwrócenie na to uwagi kończy się prewencyjną cenzurą. Zdroworozsądkowy człowiek zgodziłby się, że lepiej jest stracić użytkownika na rzecz LibreOffice (tj. utrzymać go w ekosystemie), aniżeli na rzecz Microsoftu. Tu z odmiennym stanowiskiem wyłonił się Pedro Giffuni, Apache OOi & FreeBSD Committer, który nad LibreOffice preferuje Microsoft Office bądź Lotus Symphony. :-)

Well… I don’t think that LibreOffice would be the best option. To be honest I would point people to Microsoft Office. It has less bugs, it has full support and every time you buy it you help the economy and the many professional developers behind it that feed their families.

If people can’t afford that and/or you mean strictly an OpenOffice replacement… end users would by happy with Lotus Symphony which is free (no FreeBSD port yet though).

W przeszłości dochodziło również do innych incydentów. W 2010 r. podczas podziału społeczności, Eric Bachard wszystkich odchodzących od OpenOffice’a nazwał frajerami. Nie tak dawno temu podczas podsumowania wyników prac z Google Summer of Code 2012, zasugerował studentowi bezmyślne małpowanie jego własnej pracy. Ta krótka pyskówka zakończyła się stwierdzeniem „matka nie nauczyła cię trzymać gęby na kłódkę?”.

Z obydwóch stron padło wiele negatywnych deklaracji. Weir oskarża fundację o kłamanie ws. śmierci projektu i robienie z dziennikarzy głupców, Vignoli odgryza się stwierdzeniem, że jest to gwałtowna reakcja człowieka przerażonego sukcesem konkurencji (AOO: 20 lokalizacji; Libre: 109 lokalizacji i wiele wdrożeń). Weir umniejsza zasługom młodszych rywali i ponownie oskarża, tym razem o zniechęcanie nowych wolontariuszy do pomocy w rozwoju OpenOffice’a. Vignoli z kolei oznajmia, że „AOO powstało po to, aby zniszczyć fundację i LibreOffice” oraz naznacza Weira jako głównego wroga.

Epilog

Systematycznie słyszę pytania „kiedy oni się połączą”, a odpowiedź jest prosta i jednoznaczna: nigdy. Czy wyobrażasz sobie, że te wszystkie urażone i uprzedzone do siebie dusze zasiadają do okrągłego stołu i wspólnie pracują nad jedną rzeczą? Ja też nie.

Czy IBM jest tym złym? I tak i nie. IBM to korporacja i nie zna przyjaźni. Jest za to bezwzględny i wyrachowany. Jej zaangażowanie ogranicza się tylko do projektów, które mogą zapewnić jej zyski. Z licencyjnego powodu nie jest nim LibreOffice, ale za to jest nim Apache OpenOffice. Gdyby interesy IBM-a były zbieżne z interesem społeczności, firma byłaby postrzegana jako „dobra”, jest natomiast zgoła inaczej i korporacja będzie postrzegana jako ta „zła”.

Nie zmienia to też faktu, że jej postępowanie jest nieetyczne. Gdy jedna ze stron pisze kod i o tym bloguje, ze strony środowiska Apache wychodzą wpisy poniżające osiągi konkurencji, własny FUD mający rzekomo rozprawić się z cudzą dezinformacją, a słowa krytyki są zwyczajnie cenzurowane. Zachowanie Weira jest cyniczne i w ogóle nie przystaje do kultury hakerskiej jaka panuje w The Document Foundation. I choć Weir za każdym razem zaznacza, że jego wpisy są jego osobistą opinią, trudno nie odnieść wrażenia, że zachowanie jego, Giffuniego czy Bacharda nie są wyjątkami w OpenOffice’ie.

Gdy ktoś mnie pyta „co wybrać”, bez wahania polecam LibreOffice. Nie z powodu ducha wolności czy kultury hakerskiej, które bardzo mi odpowiadają. Do spraw tego typu staram się podchodzić neutralnie, nie angażując się emocjonalnie. LibreOffice po prostu jest… spolonizowane! To jego główna zaleta, której brak konkurencji. Mam też świadomość wad w postaci okresowych regresji niewystępujących w Apache OpenOffice. To, co mnie jednak cieszy najbardziej to obsługa normy OpenDocuent na zbliżonych poziomach. W przypadku fiaska jednego z tych dwóch projektów moje dane nadal pozostaną moje i nie spodziewam się problemów z ich odczytem. A przecież o to od dekady walczyła społeczność „otwartego biura”. Nie ważne czy wygra LibreOffice, czy OpenOffice. Zwycięzcami i tak pozostaną użytkownicy. Tak więc, zamiast przekrzykiwać się, domagać się niemożliwej do zrealizowania jedności i połączenia sił, należy bacznie obserwować kierunek rozwoju obydwóch programów i wyciągać z obecnej sytuacji tyle pozytywów, ile się tylko da.

Polecane

fritzbox

0 63
AVM Fritz!Box 7590 to nowsza wersja modelu 7490, czym się różnią re modele - na pewno jest spora różnica wizualna, ale i...